Gulasz wieprzowy i czeskie knedle bułczane – przepis

Długo się zbierałem by wziąć się za ten przepis. Kuszony jednak wspomnieniami za najlepszymi czeskimi smakami, postanowiłem poświęcić pół soboty by w końcu zmierzyć się z wołowym gulaszem z czeskimi knedlami bułczanymi. 

g1

CZESKIE KNEDLIKI BUŁCZANE:

  • 2 białka o temperaturze pokojowej
  • szczypta soli
  • 4 bułki pszenne, pokrojone w kostkę
  • niewielka ilość smalcu wieprzowego (ok. 50 g)
  • 2 szklanki mleka
  • 2 szklanki mąki
  • 2 żółtka
  • 1/2 pęczka natki pietruszki (tylko liście)
  • 2 małe szczypty gałki muszkatołowej
  • 50 g pieczarek pokrojonych na mniejsze części

Na początek zabieramy się za gulasz. Pół kilograma mięsa wołowego kroimy w kostkę i podsmażamy na patelni. Nigdy wcześniej nie robiłem gulaszu, więc bałem się, że mi nie wyjdzie. Poszedłem na łatwiznę i użyłem Fix Knorr. Rozrobiłem go w 500 ml wody i połączyłem z mięsem. Całość zmieszałem i gotowałem na małym ogniu około dwie godziny, aż mięso zmiękło a sos zredukował się.

g2

Następnie zabrałem się za knedliki:

2 białka ubijamy ze szczyptą soli. Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość smalcu i smażymy na nim pokrojone bułki, doprawiamy je solą. Przekładamy do miski.

g3

W czystej misce mieszamy mąkę, mleko i żółtka (ciasto konsystencją powinno przypominać ciasto naleśnikowe). Doprawiamy gałką muszkatołową. Mieszamy, następnie zalewamy przesmażone, pokrojone w kostkę bułki, mieszamy, dodajemy posiekaną natkę pietruszki i czosnkiem. Całość mieszamy.

g4

Na patelni rozgrzewamy niewielką ilość smalcu wieprzowego, dodajemy pieczarki, doprawiamy je solą i krótko smażymy, następnie dodajemy je do masy na knedliki. Na sam koniec dodajemy ubite białka, delikatnie mieszamy.

g5

6 kokilek smarujemy od wewnątrz niewielką ilością smalcu wieprzowego. Ja nie miałem kokilek, więc użyłem zwykłych filiżanek do kawy. Napełniamy je przygotowanym ciastem knedlikowym. Ciasto nakładamy do wysokości około 1 cm poniżej brzegu naczyń żaroodpornych, następnie uderzamy naczyniami o blat stołu, aby pozbyć się nadmiaru powietrza w cieście knedlikowym. Gotujemy w kąpieli wodnej pod przykrywką przez mniej więcej 35 minut (w zależności od wielkości naczyń żaroodpornych). Odstawiamy do ostygnięcia.

g6

Gotowe knedliki rozkrajamy delikatnie na grube plastry i układamy na talerzu. Polewamy je gulaszem. Smacznego!

g7

ZOBACZ INNE MOJE PRZEPISY:

Svíčková na smetaně

Česneková polévka

Smažený sýr

Morawskie koláče – FRGÁLY

Klątwa Babisza?

Niedawno w czeskich mediach polską żywność nazywał gównem, którego nie weźmie do ust. Andrej Babisz został wicepremierem Czech. Polscy przedsiębiorcy przeczuwają najgorsze.
babis2
To fatalna wiadomość dla polskich producentów z branży spożywczej. Ten człowiek jest zdolny do wszystkiego. Nasze obawy są bardzo duże, bo czeski biznesmen już od dwóch lat prowadzi bezpardonowa walkę z polską żywnością – tak na wieść o tym, że Andrej Babisz w minioną środę został czeskim ministrem finansów, a zarazem wicepremierem nowo utworzonego rządu, zareagował Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności.

W oczach polskich przedsiębiorców Babisz to czeski arcylobbysta. Jego majątek jest szacowany na ponad 2 mld dolarów. Ma podwójne obywatelstwo, dzięki czemu trzyma w dłoni dwa tytuły – najbogatszego Słowaka i drugiego najbogatszego Czecha. Należąca do niego grupa Agrofert skupia ok. 200 spółek i daje rocznie ponad 5 mld euro przychodów.

Problem w tym, że 60-letni Babisz kontroluje aż jedną trzecią czeskiego rynku spożywczego i już wiadomo, że swój udział będzie chciał powiększyć wszystkimi dostępnymi środkami. Przede wszystkim kosztem polskich przedsiębiorców, eksportujących naszą żywność do południowego sąsiada.

16 proc. żywności sprzedawanej w Czechach pochodzi w końcu z Polski. Przez lata kawałek po kawałku zdobywaliśmy rynek południowego sąsiada. – Czesi nie inwestowali w przetwórstwo żywności. Nie modernizowali zakładów, wpuszczając chętnie do siebie importowane produkty. Dzięki temu dzisiaj polska żywność jest tańsza i lepsza od tej produkowanej u naszego południowego sąsiada – tłumaczy sytuację na czeskim rynku Andrzej Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Usług.

Jego zdaniem Babiszowi nie opłaca się podejmować tak dużego ryzyka inwestycyjnego i unowocześniać własnych zakładów. – To jest facet, który umie kalkulować. Jeżeli wychodzi mu, że będzie taniej zablokować konkurencyjny import niż podejmować ryzykowne inwestycje, to woli przeprowadzić antykonkurencyjną kampanię w mediach – mówi Faliński. Jednak jego zdaniem samo piętnowanie polskiego jedzenia to nasz najmniejszy problem.

– To, co jest najbardziej niepokojące, to nie fakt, że Andrej Babisz został wicepremierem Czech, a sama umowa koalicyjna między czeskimi partiami. Widnieje w niej zapis, że istnieje potrzeba stworzenia przestrzeni na czeskim rynku dla rodzimych produktów – tłumaczy Gantner. Co to oznacza?

Pod wodzą Babisza czeska administracja może jeszcze bardziej przycisnąć polskich producentów i dystrybutorów żywności do tego, żeby zwijali swój interes z Czech. – Można wprowadzić przecież nakaz dla czeskich supermarketów, który mówiłby, że 30 proc. sprzedawanych produktów ma być rodzimej produkcji – mówi Faliński. Jak tłumaczy Gantner w dalszej części zapisu z umowy, czytamy, że powiększanie przestrzeni dla czeskich produktów może być osiągnięte poprzez zaostrzenie kontroli u zagranicznych producentów. A to oznacza kolejne problemy.

babis
źródło: wprost.pl

Myto zamiast winiet – Czechy szykują rewolucję na drogach

W tej chwili winieta w Czechach kosztuje 1500 koron i niektórzy mówią, że jest dosyć droga. Ale będzie jeszcze gorzej! Prace nad wprowadzeniem nowej metody płacenia za przejazd czeskimi drogami szykuje Ministerstwo Transportu. 

Zamiast winiet myto?
Zamiast winiet myto?

Wprowadzenie myta miałoby dotyczyć nie tylko aut ciężarowych, ale również osobowych. Kto używa infrastruktury bardzie, zapłaci więcej – rzekł minister transportu Antonín Prachař. Ministerstwo już ogłosiło, że chce pozbyć się naklejanych na szyby winiet i w ten sposób zaoszczędzić na ich dystrybucji.

Następcą winiet miałby być system kamer, który rozpoznaje rejestracje samochodowe. Po zeskanowaniu tablicy komputer będzie sprawdzał, czy właściciel auta zapłacił za przejazd. W tej chwili rozważana jest technologia RFID, która działa dzięki radiowym sygnałom.

Ale to tylko przedsmak zmian. Ministerstwo chce, aby poza tym w życie weszło również klasyczne myto i opłata za przejechane kilometry. Według informacji portalu iDnes.cz już od kilkunastu miesięcy trwa testowy projekt pod nadzorem ministerstwa.

Rozdano ludziom osiemset urządzeń, które mierzą odległości. Celem projektu jest sprawdzenie, którymi szlakami ludzie jeżdżą. Główne skupiska testowych aut przemieszczają się między trzema największymi miastami Republiki Czeskiej. Projekt ze strony technicznej nadzoruje Martin Hájek z Vysoké školy báňské – Technické univerzity w Ostrawie.

Urządzenia rozdane kierowcom.
Urządzenia rozdane kierowcom.

Hájek wpomina jeszcze, że nowy system będzie bardziej uniwersalny – ci, którzy jeżdżą więcej będą płacić mniej. Tym, którzy podróżują mniej państwo naliczy wyższe opłaty. Głównie chodzi o to, aby nie odstraszyć kierowców i nie wypędzić ich na lokalne bezpłatne drogi.

Według ministerstwa aż 15 proc. kierowców korzysta z autostrad bez winiety.

Wycieczka z okazji 100. rocznicy urodzin Bohumila Hrabala

Mój stały Czytelnik Pan Władysław ze Stargardu Szczecińskiego wpadł na pomysł, aby z okazji 100. urodzin Bohumila Hrabala zorganizować wycieczkę śladami tego słynnego pisarza. 

bohumilhrabal

Plan wycieczki obejmować będzie wizytę w miejscowościach Nymburk, Praga oraz Kersko. Oczywiście w ramach zajęć obowiązkowych będzie biesiadowanie. Najlepiej jest to robić w grupie, gdyż jak mawiał Hrabal, samotne biesiadowanie jest mało interesujące.

Na pewno wśród Czytelników bloga są inni wierni fani Hrabala, dlatego ten wpis to apel do Was, aby się zjednoczyć w tym szczególnym okresie i zorganizować sobie wyjątkową wycieczkę po tym kochanym świeckim kraju.

Każdy, kto chciałby uczestniczyć w tym wydarzeniu, proszony jest o skontaktowanie się z Panem Władysławem drogą mailową: wladek46@interia.pl 

Autor bloga Czechofil.com jest bardzo entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu, dlatego zabrał się za jego propagowanie.

Bohumil-Hrabal-001

Bohumil Hrabal (ur. 28 marca 1914 w Brnie, zm. 3 lutego 1997 w Pradze), czeski pisarz, uważany za znaczącego twórcę światowej literatury XX wieku. Jego książki zostały przetłumaczone na ponad 25 języków. Według jego opowiadań powstało kilka filmów, z których najbardziej znane są Pociągi pod specjalnym nadzorem Jiříego Menzla. Hrabal w swoich książkach (większość to zbiory luźno powiązanych ze sobą opowiadań) zawarł obraz Pragi, w której mieszkał przez większość swego życia, jako miejsca magicznego. Miejsca, które opisywał są dziś odwiedzane przez wielbicieli jego prozy z całego świata. Są to przede wszystkim knajpy, w tym szczególnie gospoda U Zlatého Tygra i cała dzielnica Libeň. Także postacie, które wypełniają karty jego dzieł są niezwykłe: żona Eliška, zwana także Pipsi, stryj Pepin, który pojawia się w prawie każdej książce, znajomi artyści opisani w Weselach w domu i ukochane przez pisarza koty. Niemal wszystkie historie opowiadane są przez Hrabala z dystansem, przymrużeniem oka, mimo że często dotyczą one smutnych przeżyć – II wojna światowa i zbrodnie popełniane przez niemieckich okupantów oraz w czasach komunistycznej dyktatury wCzechosłowacji. Ten sposób opowiadania wpisuje się w tradycję praskich pábiteli – bywalców knajp opowiadających przy piwie cudowne, częściowo zmyślone historie. Większość ludzi kocha tę literaturę właśnie za atmosferę serdeczności, ciepła, senności i surrealizmu oraz słodkiej ironii, z jaką patrzy autor na świat i własne życie. Dzięki niezwykłemu językowi, w którym odbija się czeszczyzna z praskich piwiarni, autor wywarł także wpływ na język Czechów.

Baťa przenosi fabrykę z Chin na Morawy

Firma Baťa przenosi swoje fabryki z Chin i Indii do Dolní Němčí na Uherskohradišťsku. Choć produkcja znacznie podrożeje, znane na świecie buty szybciej będą lądować na sklepowych półkach.

bata2

Mało brakowało a jeszcze cztery lata temu firma Baťa mogła zamknąć ostatnią swą europejską fabrykę. Teraz się okazało, że mała fabryczka w Dolním Němčí ma przed sobą świetlaną przyszłość. To właśnie w tej miejscowości będzie produkowane obuwie znanej czeskiej firmy.

Zespół 140 obecnie zatrudnionych pracowników, zostanie zasilony przez kolejne dziesiątki szewców. Docelowo w przeciągu kilku lat w morawskiej miejscowości ma powstawać do miliona par butów rocznie. Poprzednio takie ilości butów wspomniana fabryka wypuszczała czterdzieści lat temu.

Wiadomo, że koszt produkcji wzrośnie, ale dzięki przeprowadzce nasze buty szybciej będą docierać do klientów – powiedział František Bělíček z firmy Baťa. Podobne rozwiązania wprowadzili już na przykład Niemcy.

Pracowników do swej fabryki firma poszukuje już teraz. Niestety, jak się okazuje, znalezienie dobrego szewca graniczy z cudem. Potwierdzają to również inny przedsiębiorcy. Przyczyną jest brak tego typu profili w szkołach technicznych oraz to, że ludzie odzwyczaili się od pracy rękoma. W dzisiejszych czasach większość ludzkiej pracy wykonują maszyny.

Firma Baťa przeżywa najazd osób chcących pracować przy produkcji butów. Niestety kandydaci bardzo często nie nadają się do tego typu pracy. Szefowie tłumaczą, że choć przeprowadzają szkolenia i kursy, pracownicy nie radzą sobie przy pracach manualnych.

Na chwilę obecną brak kadry pracowniczej to największe zmartwienie firmy. Nowe maszyny za miliony koron już przyjechały, wyznaczono teren pod rozbudowę fabryki – brakuje jedynie specjalistów. Tych firma Baťa potrzebować będzie już od marca.

Jeśli buty to Twoja pasja, zgłoś się do Baťy!

bata

Chcemy Polaków u siebie – mówią Czesi spod granicy

Liberecký kraj chce przyciągnąć do siebie turystów z Polski. Magnesem ma być odnowiona linia kolejowa Liberec – Szklarska Poręba. Niestety komunikacja międzyregionalna wciąż kuleje. Czesi próbują temu zaradzić.

rail

Przeszkodą do uruchomienia tego połączenia jest brak wspólnej taryfy. Po polskiej stronie płaci się złotówkami, po czeskiej koronami. Turyści po prostu nie chcą bawić się w kupowanie dwóch biletów czy płacenia dodatkowej opłaty po przekroczeniu granicy – mówi Stanislava Jakešová, rzeczniczka Korid LK, firmy, która zajmuje się transportem w kraju libereckim.

Dodała, że Czesi już dawno porozumieli się z Niemcami i na przykład w pociągu relacji Liberec – Żytawa można płacić wybraną przez siebie walutą bez prowizji. Trasa jest bardzo popularna, a podróżnych wciąż przybywa.

Stanislava Jakešová dodała, że Polacy oprócz podróży do Liberca i w regiony przygraniczne, zainteresowani są szczególnie bezpośrednim połączeniem wgłąb Czech. Najbardziej pożądanymi kierunkami są Praga i jej okolice.

W tej chwili Polacy jeżdżą pociągami do Korzeniowa lub Harrachova. Tam przesiadają się w pociągi do Liberca. Stamtąd na pociągi do Pragi – to bezsens! – stwierdza Jindřich Berounský, specjalista z Českých drah.

Czesi w tej chwili są w trakcie dopinania szczegółów dotyczących połączenia Szklarskiej Poręby z Libercem siecią kolejową. Liczą na szybkie ożywienie przygranicznych regionów.

Czesi kupują jedzenie w Niemczech. Bo taniej

Mięso tańsze o siedem koron, konserwy z tuńczykiem o dwanaście koron. Kilogram makaronu tańszy o dziewięć koron, a wieprzowina nawet o czterdzieści. Hitem wśród Czechów, którzy zaopatrują się w zakupy po niemieckiej stronie jest papier toaletowy Zewa tańszy o dziesięć koron.

pij

Takie oszczędności czekają tych, którzy na zakupy wybierają się do Niemiec. Ale, jak zauważył portal idnes.cz, tańsze zakupy Czesi robią też w Polsce. Wszystko poprzez sztuczne osłabienie korony przez Bank Centralny.

Mały jednorazowy wyjazd na zakupy do Niemiec to oszczędność 150 koron. Gdy robimy wielkie tygodniowe zakupy, można oszczędzić nawet kilkaset koron. Coraz wyższe ceny produktów spożywczych są bardzo odczuwalne.

Lidove Noviny obliczyły, że koszyk tych samych produktów jest w tej chwili droższy aż o 63 korony niż przed sześcioma miesiącami. Najbardziej widać to na przykładzie ziemniaków, które zdrożały aż o 40 procent! Kilogram tych warzyw kosztuje w tej chwili 17,50 korony.

Różnice widać też na przykładzie czeskich i polskich sklepów. Ser Almette w czeskim markecie kosztuje 30 koron, podczas gdy w Polsce 23,70. Kilogram mięsa wieprzowego w polskim Kauflandzie to koszt 123 koron. W Czechach za to samo trzeba zapłacić 150.

W Polsce można oszczędzić na wszystkim: od ziemniaków po przybory toaletowe. Szał zakupów w polskich marketach owładnął nie tylko Czechów spod polskiej granicy, ale również tych z północnych Moraw!

Znajomi jeżdżą do Polski już od jakiegoś czasu i mówią, że za każdym razem oszczędzają minimalnie 100 koron. Teraz także ja wybieram się do północnych sąsiadów na porządne zakupy – mówi Marek Mejta z Ołomuńca. 

Wpływ na wysokie ceny w Czechach mają przede wszystkim słaby urodzaj (najniższy od 100 lat), słaba korona oraz wysoki VAT na żywność. Z powodu szybujących w górę cen Czesi wybierają częściej produkty słabszej jakości, które są po prostu tańsze.

Co sądzą Czesi o Polakach?

90 proc. Polaków darzy Czechów sympatią. Niestety bez wzajemności. Takie wnioski płyną z badań, które na zlecenie Orlenu przeprowadził Instytut Spraw Publicznych.

Co sądzą Czesi o Polakach?
Co sądzą Czesi o Polakach?

Raport pt. „Polska Czechy Niemcy – Wzajemne relacje/Współpraca/Rozwój” pokazuje, że to, jak społeczeństwa postrzegają się nawzajem, może się przekładać na wymierne korzyści dla całej Unii Europejskiej. Wyniki badania zostały zaprezentowane podczas konferencji w Pradze zorganizowanej przez Grupę ORLEN. – Zleciliśmy przeprowadzenie badań społecznych, aby poznać niuanse dotyczące wzajemnych stosunków panujących pomiędzy trzema sąsiednimi krajami, w których prowadzimy działalność biznesową – powiedział podczas spotkania Andrzej Kozłowski, dyrektor wykonawczy ds. strategii Orlenu i członek zarządu czeskiego Unipetrolu.

– Uzyskane rezultaty dowodzą, że to, jak wyglądają stosunki społeczne, jak się wzajemnie widzimy, jaki jest wizerunek kraju, bardzo wpływa na relacje gospodarcze i społeczne – wyjaśniła Agnieszka Łada z Instytutu Spraw Publicznych. – Tego typu badania prowadzimy od wielu lat i widzimy, że im lepszy wizerunek, tym liczba i więź wzajemnych kontaktów są większe – dodała.

Zaskakująca asymetria

W ramach konferencji odbył się również panel dyskusyjny, w którym zaproszeni goście, doskonale orientujący się w relacjach polsko-czeskich, analizowali wyniki badań. Sympatię wobec sąsiadów z południa czuje aż 86 proc. Polaków. Podobne uczucia wobec nas żywi zaledwie 63 proc. Czechów. – Okazuje się, że jestem typowym Polakiem. Gdy cztery lata temu przyjechałem tutaj do pracy, byłem bardzo optymistycznie nastawiony do Czechów, bardzo otwarty wobec nich – wspominał Marek Świtajewski, prezes Unipetrolu. – Byłem bardzo zdziwiony tym, że podejście Czechów do Polaków wcale nie jest takie samo jak nasze do nich. Okazało się nawet, że część z nich ma do nas wręcz negatywne nastawienie – dodał szef czeskiej spółki Orlenu.

Skąd bierze się ta dziwna asymetria? Dlaczego Polacy uwielbiają Czechów, a Czesi odnoszą się do nas z rezerwą? – Rosnąca z roku na rok sympatia Polaków do Czechów wynika moim zdaniem z tego, że widzimy różnice między naszymi narodami, ale jednocześnie troszkę chcielibyśmy być tacy, jak Czesi. To takie nasze skryte pragnienie – stwierdził pisarz i dziennikarz Mariusz Szczygieł. W opinii Świtajewskiego fenomen sympatii Polaków do Czechów ma z kolei podstawy w historii. – Mieliśmy z Czechami wspólnych królów, znamy i lubimy Jaroslava Haška i jego dobrego wojaka Szwejka, oglądamy czeskie firmy, zwłaszcza komedie, bardzo pozytywnie zawsze patrzyliśmy na Václava Havla i jego dokonania dla całego regionu – wyliczał prezes Unipetrolu.

Unipetrol należący do Orlenu szykuje się na zakupy Koncern ENI chce sprzedać udziały w czeskich rafineriach i sieć tamtejszych stacji paliw. Taka inwestycja może kosztować ok. 3–4 mld koron. Tymczasem Orlen pożyczył właśnie swojej czeskiej spółce zależnej 4 mld koron.

A skąd powściągliwość Czechów wobec nas? – Jesteśmy mało obeznani z polską historią. W Czechach nie mówi się prawie w ogóle o tym, jak gigantyczną zmianę granic przeżyła Polska po II wojnie światowej – wyjaśniła z kolei Jiřina Šiklová, wybitna czeska socjolog.

Warto jednak zauważyć, że – jak wynika z badań – Czesi uważają, że jesteśmy bardziej życzliwi niż Niemcy. Miroslav Karas, były korespondent czeskiej telewizji w Polsce, twierdzi, że wzajemne relacje Polaków i Czechów zmieniały się na przestrzeni lat. – Gdy ponad dwadzieścia lat temu przyjechałem do Warszawy, słyszałem, że jedyną rzeczą, jaka łączy nasze narody, jest granica – powiedział Karas.

Co jeszcze dziś sądzą Czesi o nas? Uważają, że Polacy są przedsiębiorczy – ta cecha naszej nacji wybija się na czoło – ale jednocześnie twierdzą, że nie jesteśmy szczególnie uczciwi. – Muszę powiedzieć, że to był dla mnie najbardziej zaskakujący wniosek z tych badań – stwierdził David Král, szef czeskiego think tanku Europeum.

– W Czechach utrwalił się obraz Polaka handlarza i z tym wiązałbym niski poziom zaufania u Czechów – powiedział René Sommer, przewodniczący rady nadzorczej firmy Kofola. Zastrzegł jednak zaraz, że osobiście uważa, iż ten polski handlarz to w rzeczywistości bardzo twardy, wytrawny biznesmen, który wie, czego chce, i umie dopiąć swego. To odróżnia go od czeskiego przedsiębiorcy. Ten również ma swój cel, ale chce go osiągnąć jak najszybciej. – Uważa często, że jeśli nie da się dojść do porozumienia w ciągu jednego popołudnia, to żadnego biznesu z tego nie będzie, i traci zaufanie do partnera – powiedział Sommer. – Tymczasem, jak wynika z naszych doświadczeń (Kofola kilka lat temu przejęła polską firmę Hoop – red.), droga do osiągnięcia porozumienia z polskim biznesmenem jest skomplikowana, kręta, ale możliwa – dodał.

Trudna współpraca

Podczas badań zapytano respondentów także o to, jak postrzegaliby przedstawiciela innej nacji w roli swojego szefa lub współpracownika. – Generalnie odpowiedzi były pozytywne. Polacy znowu jednak są zdecydowanie bardzo przyjaźnie nastawieni do Czechów, a Czesi nieco sceptyczni wobec Polaków – zauważyła Agnieszka Łada.

Zdarza się jednak i inaczej. – Gdy przejęliśmy firmę Hoop, bardzo mała – może dziesięcioosobowa – grupka pracowników jednoznacznie zadeklarowała, że nie będzie pracować w przedsiębiorstwie należącym do Czechów – wspominał René Sommer. Analogiczne sytuacje zdarzały się zresztą także po przejęciu czeskiego Unipetrolu przez Orlen.

Generalnie jednak to Polacy mają lepszą opinię o czeskiej gospodarce, a Czesi gorzej postrzegają naszą. A pytano m.in. o organizację pracy, biurokrację i korupcję. Respondentów pytano również o to, czy w sąsiednim kraju opłaca się inwestować. – To było pytanie po części o obawy, po części o zarobki – wyjaśniła przedstawicielka ISP. I znowu zarówno Czesi, jak i Polacy zgodnie twierdzili, że inwestycje w Niemczech są opłacalne. Polacy lepiej oceniają inwestycje w Czechach niż Czesi w Polsce. – Niepokojące jest to, że jest więcej Czechów, którzy uważają inwestycje w Polsce za nieopłacalne, niż tych, którzy są przeciwnego zdania – dodała Łada.

Spora grupa mieszkańców Czech ciągle uważa, że polskie inwestycje nie są dla nich korzystne. Odsetek Polaków, którzy mają podobne zdanie o inwestycjach Czechów w naszym kraju, jest mniejszy. Wszyscy dyskutanci zgodnie stwierdzili jednak, że jest to raczej wynik generalnej oceny kraju niż pogląd oparty na rzeczywistym doświadczeniu.

Lepsi czy gorsi?

Z postrzeganiem zagranicznych inwestycji, związane jest również pytanie o to, jak funkcjonują gospodarki naszych sąsiadów. Chodzi m.in. o to, gdzie więcej się pracuje, gdzie jest wyższy standard życia itd. Wyniki ankiet pokazują jednoznacznie, że każdy z badanych narodów najlepsze zdanie ma o samym sobie. W szczególności jeśli chodzi o pracowitość. Zarówno Polacy, jak i Czesi przyznają, że dużo pracują również Niemcy.

– Bardzo ciekawe wnioski wypływają z odpowiedzi na pytanie o standard życia. Powszechna jest opinia, że najwyższy jest on w Niemczech. Czesi uważają, że lepiej żyje się u nich niż w Polsce. Polacy zgadzają się z tą opinią: standard życia u siebie oceniają niżej niż w Czechach – stwierdziła Agnieszka Łada. – A odpowiedzi na tego typu pytania są kluczowe dla relacji biznesowych – dodała.

Zwróciła przy tym uwagę, że to media i kreowany przez nie wizerunek, a nie osobiste kontakty wpływają na to, co ludzie myślą o firmach z sąsiednich krajów.

A co utrudnia zdobywanie bezpośrednich doświadczeń? – Czesi uważają, że w inwestycjach za granicą przeszkadza im biurokracja w ich własnym kraju. To samo o swoim państwie i jego biurokracji sądzą Polacy. Stąd wniosek dla instytucji państwowych zarówno w Czechach, jak i w Polsce: jeśli chcecie, aby zagraniczne inwestycje napływały szerszym strumieniem, musicie walczyć z biurokracją. To ona jest największą przeszkodą – podsumowała Agnieszka Łada. – Znaczącą barierą dla Czechów jest także brak zaufania do Polaków. Bo zaufanie buduje się właśnie dzięki wzajemnej sympatii – przyznała badaczka.

Potrzeba zbliżenia

– Co zrobić, żeby poprawiać wzajemne relacje? Inwestować w kontakty. Z badań wynika wyraźnie, że intensywniejsze kontakty poprawiają postrzeganie się społeczeństw – powiedziała przedstawicielka Instytutu.

Na komunikację wskazywał także prezes Unipetrolu. W jego przekonaniu w komunikacji najważniejszy jest język. – Polscy przedsiębiorcy działający w Czechach powinni się starać nauczyć czeskiego – powiedział.

– Zgadzam się: lepiej, gdy Polak mówi po czesku, bo to oznacza, że nie uważa się za wielkiego pana, do którego wszyscy wokół powinni się dostosowywać i mówić w jego języku – potwierdził znawca Czech Mariusz Szczygieł. Dodajmy, że wszyscy uczestnicy debaty, w tym także Polacy, mówili po czesku.

Świtajewski wskazywał również na to, że Polacy przybywający do Czech muszą szanować tamtejszą kulturę. Zresztą, jak stwierdzili także inni dyskutanci, jest wiele rzeczy, które nasze oba narody mogą czerpać od siebie. – Polacy od Czechów mogliby wziąć rezerwę czy nawet sceptycyzm wobec autorytetów. Czesi od Polaków otwartość i gotowość do przemieszczania się, choćby w poszukiwaniu pracy – wskazał Král.

Świtajewski z kolei przypomniał, że Czesi od niedawna skutecznie walczą z szarą strefą na rynku paliw. – Z tym samym problemem borykamy się w Polsce, gdzie potrzebne byłoby wprowadzenie regulacji wzorujących się na czeskich rozwiązaniach – powiedział szef Unipetrolu.

René Sommer z Kofoli ma inne doświadczenia. – Wchodząc do Polski, musieliśmy się nauczyć, jak działać, będąc firmą giełdową, bo Hoop jest notowany na GPW – wspominał. – Polacy nauczyli nas także… świętować. Lubią też chwalić się sukcesami i je pokazywać. Wtedy świętują, co bardzo ważne, wszyscy razem, cała firma. To ważne w budowaniu zespołu, który jest gotowy do realizacji ambitnych celów – dodał Sommer.

Autor: Bartłomiej Mayer

Artykuły z: Dziennik Gazeta Prawna

Wagony miłości to istna klapa!

Seznamovací vagony, Komunikační vagony – w języku czeskim nazw tego przedsięwzięcia jest sporo. W Polsce ciężko znaleźć odpowiednik na te określenia. Ostatnie doniesienia czeskich mediów mogą sugerować, że szukanie polskiego określenia na „wagony miłości” może okazać się zbędne. Projekt okazał się klapą i pewnie niedługo zostanie przerwany.

wagon

To miał być znak rozpoznawczy praskiego metra! Czegoś takiego nie było jeszcze nigdzie. W Meksyku napisano nawet, że prażanie będą uprawiać seks w wagonach metra! Nic podobnego. Nawet rozmawiać ze sobą nikt nie chce.

W każdą sobotę wyjeżdżały specjalne składy metra, w których mieszkańcy Pragi mogli bez skrępowania podrywać siedzącą naprzeciwko osobę bądź nawiązać z nią rozmowę. Nic takiego się jednak nie dzieje.

Komunikační vagony po raz pierwszy wyjechały w listopadzie 2013 roku na linii A. Zaczęto dyskutować czy tego typu inicjatywy mają w ogóle sens. Klęski projektu nikt nie chce komentować. Władze Pragi twierdzą, że jakiś czas to musi przecież działać, a ludzie muszą się do tego przyzwyczaić. Od listopada do stycznia minęło już przecież sporo czasu…

wagon2

Odbijanie piłeczki trwa: W zasadzie tego typu wagony nikomu nie szkodzą. Po co niszczyć coś, co jest nieszkodliwe? – mówi rzecznik prezydenta Pragi.

Można więc stwierdzić, ze Zarząd Transportu Miejskiego (DPP) rozdmuchał sprawę i nie robić nic celem promocji projektu. Do tej pory nie słychać żadnych komunikatów podczas jazdy metrem, a jedynym co przypomina o „wagonach miłości” są plakaty przy wejściach na stacje metra. Po interwencji mediów rzeczniczka DPP stwierdziła, że projekt będzie obserwowany przez pół roku i być może wtedy nastąpią jakieś zmiany.

Najprawdopodobniej skończy się tak, że projekt zostanie zamieciony pod dywan.

wagon3

Więcej: Wagon miłości już jeździ! 

Pierwszy w Czechach prywatny przystanek kolejowy – wprost do browaru!

Właściciel browaru z miasta Varnsdorf na północy Czech został właścicielem pierwszego w tym kraju prywatnego przystanku kolejowego. I to nie byle jakiego, bo postawionego koło browaru!

pivovar1

Trzy lata od swego pomysłu w końcu na stacji Pivovar zatrzymują się pociągi kursujące między Libercem a niemieckim Seifhennersdorfem.

Chciałem, aby ludzie mieli do nas bliżej, aby mogli przyjeżdżać z daleka, na przykład z Liberca – mówi właściciel browaru Kocour Josef Šusta, który jest jednocześnie fanem kolei oraz pociągów.

Budowa przystanku kosztowała go ponad milion koron. Sam zatrudnił tamtejszych pracowników. Walka z biurokracją trwała ponad trzy lata. Pozwolenie na budowę musiał uzyskać od blisko 40 instytucji! Kluczowa była opinia administratora infrastruktury kolejowej Czeskich Kolei, który zarządza tym odcinkiem trasy.

pivivar2

Josef Šusta kocha dwie rzeczy: piwo oraz koleje. Na podwórzu browaru postawił dwa wagony zakupione z Moskwy, odnowił je i służą teraz jako hostel. Właściciel browaru ma w planach uruchomienie turystycznego pociągu po zarośniętej już trawą linii Varnsdorf – Eibau.

Kolejna prywatna stacja kolejowa powstała w Jihlavie. Jej właścicielem jest fabryka Bosch, która budując przystanek chciała ułatwić dojazd do pracy swym pracownikom.

W Polsce swoją prywatną stację kolejową otworzył deweloper – właściciel osiedla Zacisze-Wilno w Warszawie.

pivo3

Koniec z karami za zerwanie umowy z operatorem

To, o czym pisałem jeszcze niedawno (a za mną powtórzyło kilka innych portali), stało się faktem: operatorzy telekomunikacyjni w Czechach nie mogą nakładać na swych operatorów wysokich kar za zerwanie umów. 

Operatorzy w Czechach muszą zmienić obowiązujące umowy ze swoimi klientami. Zgodnie z rozporządzeniem, w przypadku gdy klient zrywa umowę z operatorem, może dostać karę w wysokości maksymalnie do 1/5 sumy pozostałych do zapłaty opłat.

Jako pierwszy swoje umowy zmieni T-Mobile (28 stycznia). Kolejni będą Vodafone oraz Telefonica. Ci ostatni zrobią to 8 lutego. Według Czeskiego Urzędu Telekomunikacyjnego zmiany miały obowiązywać już od momentu ogłoszenia nowelizacji ustawy czyli od sierpnia. Operatorzy wykorzystali jednak ten czas na informowanie swoich abonentów o wprowadzanych zmianach.

t-mobile

Oznacza to, że klienci wszystkich operatorów w terminie od sierpnia 2013 do teraz mogli wypowiedzieć umowę bez jakichkolwiek sankcji w związku z niewypełnianiem postanowień ustawy.

Czeski Urząd Telekomunikacyjny jest przeciwny podpisywaniu długotrwałych umów z operatorami. Działania urzędu mają zakończyć obietnice zaoferowania niższych cen usług w zamian za długą umowę. Ceny usług na coraz bardziej konkurencyjnym czeskim rynku są niezwykle zmienne.

W Republice Czeskiej działa w tej chwili ponad 14 milionów aktywnych kart SIM.

Symboli jakości w Czechach jest za dużo

Polska ma swoje logo „Teraz Polska”, które od lat kojarzy się Polakom z jakością. Otrzymują je tylko zaufane marki. O ile w naszym kraju jest jedno rozpoznawalne logo, o tyle w Czechach jest ich kilka. Nadmiar tych symboli wywołuje niezły chaos. 

To tylko kilka z ponad tysiąca tego typu znaków.
To tylko kilka z ponad tysiąca tego typu znaków.

Czesi, tak bardzo uczuleni na jakość polskich tanich produktów, postanowili za wszelką cenę pokazać, że najlepsze jest tylko to, co czeskie. Tak oto nawymyślali różnego rodzaju symboli, które każdemu kupującemu  mają uświadomić, że kupując mleko z konkretnym logo, ma się pewność, że pochodzi od czeskiej krowy, która żarła czeską trawę.

Jakość, Potrawa regionalna, regionalna marka, marka chroniona przez EU, Czeska portawa, BIO produkcja z Czech, Wiem, co jem.. I tak można by wymieniać w nieskończoność. Na przykład logo z napisem „Český výrobek” używają aż trzy firmy. Każda z nich ma inne kryterium oznaczania produktów i nawet ludzie z branży spożywczej nie mogą się połapać w tych kryteriach.

Naliczyłem ich ponad czterdzieści. Nadmiar logo powoduje jedynie zamieszanie. Przesyt tych znaków daje efekt odwrotny do zamierzonego – mówi Petr Havel, analityk rynku.

Sieć sklepów Kaufland ma w swojej ofercie produkty jedynie z dwoma oznaczeniami właśnie po to, by Czech podczas zakupów nie zgłupiał. Jak podaje serwis idnes.cz, wszystkich logo sygnujących czeskie pochodzenie i jakość jest w sumie tysiąc (!). Państwo czeskie wykłada z kasy podatników ponad 250 milionów koron na promocję dwóch oznaczeń: Klasa (K – 200 mln) oraz Regionalni potravina (50 mln).

Jak się okazuje jedynie kilku przedsiębiorstwom udało się zwiększyć obroty dzięki umieszczeniu takiego logo. Szef Mleczarni Valašské Meziříčí Zdeněk Bukovjan rzekł, że choć jego firma miała prawa do używania logo Klasa, nie używało go wcale ze względu na zbyt duży koszt wymiany etykiet oraz opakowań.

Smaczku w tej sprawie dodaje fakt, że praktycznie nie może być mowy o zupełnie „czeskich produktach”, gdyż według przepisów 50-70 proc. surowców musi być z Republiki Czeskiej, reszta składu może być z importu (na przykład z tańszej Polski). Także wszelkie oznaczenia typu: Český výrobek Potravinářské komory, Czech Made albo Česká kvalita nie dają gwarancji, że jemy czekoladę z czeskiego mleka czy knedlik z czeskich ziemniaków.

Jedyna w Czechach państwowa cukiernia

Czerwoną cukiernię blisko metra Pražského povstání mija codziennie tysiące ludzi. Większość z nich nie wie, że przechodzi obok jedynej w Republice Czeskiej państwowej cukierni. Dlaczego jest taka wyjątkowa i co oferuje swym klientom?

cukrarna1

Słodkie specjały takie jak Kremole kupimy tam za 16 koron. Z kolei koňaková špička kosztuje jedynie 17 koron. Są to bardzo dobre ceny. Choć często do kasy ustawia się ogromna kolejka, cukiernia jest stratna. Nie ma obaw, że zostanie zamknięta, gdyż jej pracownicy są odpowiedzialni za produkcję słodkości dla 5,5 tysiąca strażaków, policjantów i strażników miejskich. Samo pomieszczenie znajduje się w rządowym budynku i to właśnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych je dotuje.

cukrarna2

Tysiące deserów i ciastek jest rozwożonych codziennie do w sumie 30 stołówek służb porządkowych. Tylko 25 proc. słodkości jest sprzedawana w cukierni. Jak wynika z danych Ministerstwa, gdyby to pozbyło się cukierni oraz wspomnianych stołówek, mogłoby oszczędzić sto milionów koron. Myślano nawet o odstąpieniu tych miejsc prywatnym firmom. Nic z tych planów jednak nie wyszło.

cukrarna

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑