Co kryje Kosmo?

Czeski serial „Kosmo” podbił polski Internet, włącznie z głównymi stronami największych portali. Właściwie tylko kilka scen z serialu, przede wszystkim ta z „czterema kosmonautami i psem”, ale dobre i to. W końcu od czasu Jožina z bažin żaden wytwór czeskiej popkultury nie wzbudził w Polsce takiego zainteresowania. Czytaj dalej „Co kryje Kosmo?”

Reklamy

Święto Niepodległości przy kieliszku morawskiego wina

Poranek 11 listopada. W Warszawie za kilka godzin narodowcy chwycą za flagi, bluzy z symbolami Polski Walczącej, z motywem wilków i żołnierzy wyklętych. Przejdą ulicami stolicy głośno krzycząc i puszczając race. W wieczornym serwisie informacyjnym pewnie znów będzie o zamieszkach z policją… Nuda, co roku jest tak samo…
A może by tak przy okazji Święta Odzyskania Niepodległości przez Polskę poświętować trochę radośniej? Przecież mimo wszystko, jest co świętować.

Jest ku temu okazja, bo 11 listopada w Czechach świętuje się Dzień Świętego Marcina, patrona winiarzy. Chciałam napisać, że Czechofile z Warszawy mają wybór miejsc, w których mogliby posmakować tradycyjnej czeskiej gęsiny i młodego morawskiego wina, ale… żadna z tutejszych restauracji nie wykorzystała okazji, żeby wykazać się znajomością czeskiej tradycji. Jedynie Czeska Piviarnia obiecała na tę okoliczność otworzyć beczkę svatomartinského piva, więc mamy coś na pocieszenie.

Może w przyszłym roku restauratorzy coś nam zaproponują, a jeśli nie, to pozostaje tylko wycieczka za czeską granicę, bo naprawdę warto!

O tradycji
Według legendy Święty Marcin przybywa co roku na białym koniu, co oznacza, że rozpoczynają się opady śniegu (co widać za oknem). Na szczęście Czesi przykry moment nadejścia zimy potrafią sobie umilić przy młodym winie i pieczonej gęsi.

Tradycja świętomarcińska pojawiła się w XVIII wieku, kiedy to za panowania cesarza Józefa II, 11 listopada właściciele winnic chodzili do swoich winiarzy aby spróbować nowego wina i zdecydować, czy przedłużać z nimi umowę na kolejny rok.

Dokładnie o godzinie 11:00 w całych Czechach, otwarte zostaną pierwsze butelki tegorocznego wina. Potem rozpocznie się tradycyjne biesiadowanie. Koncerty, wydarzenia, atrakcje kulinarne i degustacyjne na św. Marcina przygotowywane są w całych Czechach.
gesina-na-swietego-marcinaA skąd gęsina? Legenda mówi, że święty Marcin był rzymskim żołnierzem. Po przyjęciu wiary chrześcijańskiej został misjonarzem, a następnie biskupem. Podczas wygłaszania kazania biskupowi Marcinowi przeszkadzały gęsi, dlatego nakazał je zabić. Szkoda, żeby tak dobre mięso się zmarnowało, więc swoją karę odbyły piekąc się w brytfannach. Dziś to tradycyjne sezonowe danie oferuje każda dobra restauracja. Zazwyczaj gęś podawana jest z czerwoną duszoną kapustą, jesiennymi jabłkami oraz knedlikiem czy delikatnymi ziemniaczanymi kluseczkami.

Więcej o czeskiej tradycji na stronie Czech tourism

Hostele w Pradze – gdzie można tanio się przespać

Dostaję czasem zapytania, czy mogę polecić jakieś tanie i dobre miejsca noclegowe w Pradze. Ten artykuł będzie w większości o tym, których miejsc lepiej unikać, ale jest to moja osobista opinia, więc mam nadzieję, że żadne z tych miejsc nie będzie miało do mnie żalu o antyreklamę.

Nie samym piwem człowiek żyje. Musi gdzieś przenocować nawet podczas wypadu do Pragi. Ci którzy mają nadmiar koron mogą wybrać hotel, z pewnością bardziej komfortowy, ale w żadnym wypadku nie mający takiego klimatu jak znacznie tańsze od niego hostele. Tych w czeskiej stolicy nie brakuje. Nie wszystkie są jednak równie fajne.

Po prostu miejsce do spania, ale może śmierdzieć bezdomnym

Po pierwszej wizycie w AZ Hostel (w 2014 roku) napisałabym: „Jeśli potrzebujesz tylko miejsca gdzie przytulisz się do poduszki na parę godzin, możesz je znaleźć blisko centrum. AZ Hostel na ulicy Vodićkovej nie oferuje nic specjalnego, jest po prostu bardzo dobrze położony. Na zwiedzanie Pragi można ruszyć z niego nawet piechotą. Wybierzesz go jeśli Ci się śpieszy i chcesz wyspać się w dość wygodnym łóżku.” Po drugiej wizycie z tego roku (2016) dodałabym- łóżko jest wygodne, ale może zdarzyć się, że pokój śmierdzi jakby nocował tam bezdomny, który zsikał się w łóżko. Gdy weszłam do pokoju już śmierdziało, ale myślałam, że to tylko kwestia tego, że okno było długo zamknięte. Jednak po 4 godzinach wietrzenia okazało się, że przyczyna leżała w łóżku, które co prawda było puste, ale smród przeniknął do głębi jego materac- ot kostka smrodkowa o wymiarach 90×200 cm.

IMAG0273 DSC07172Hostelik Chili położony jest w miejscu tyleż malowniczym, co zaskakującym. Jeszcze zanim do niego wejdziesz zobaczysz parkę wiszącą na parasolach ponad ulicą. Po wejściu będzie więcej rzeźb i grafik.

Klimat jest tu niezwykły, wspólna sala jakby samoistnie skłania do poznawania innych gości hostelu i wspólnego z nimi urządzania mini-imprezki. Coś jakby było się gdzieś między górskim schroniskiem, galerią sztuki, a squatem. Klimat jest tak niezwykły, że łatwo nie zwrócić uwagi na sam budynek. Ten jest dość stary i nie należy spodziewać się po nim hotelowych standardów.

DSC05746Prawdziwa perełką jest Hostel Sir Toby’s. Jest tak tylko do momentu gdy wejdzie się po raz pierwszy do tego uroczego hostelu. O każdym pokoju można usłyszeć inną historię, opowiadaną przez namalowane na ścianach krasnoludy czy anioły. Wielonarodowe towarzystwo zgadza się pod jednym względem: Ale tu fajnie! Wystrój tworzy klimat, ale w przeciwieństwie do Chili nie sposób tu narzekać na komfort. Jest ładnie, czysto, można zjeść śniadanie, a nawet zamówić piwko w znajdującej się pod hostelem i należącej do niego hospodzie. Oczywiście drugie, bo pierwsze jest w cenie noclegu. Szkoda tylko, że miejsca trzeba zarezerwować sobie z pewnym wyprzedzeniem.

W tym roku nocowałam również w Hostelo-hotelu A&O Prag Metro Strizkov. Zdecydowanie nie polecam. Jest dość drogo, jak na hostelowy standard, daleko od metra, więc nazwa może podobnie jak mnie zmylić. Obsługa nie jest zbyt uprzejma, a opłaty są doliczane niemal do wszystkiego (łącznie z pościelą).

Nie próbowałam jeszcze nocować w Pradze za pośrednictwem Airbnb, ale myślę, że następnym raz zdecydowanie wybiorę tę opcję.

Sylwestrowe i noworoczne zwyczaje i przesądy

Nasi południowi sąsiedzi podobnie jak my mają kilka zwyczajów związanych z przełomem roku.

U nich, tak jak w Polsce obowiązuje przysłowie „Jaki Nowy Rok, taki cały” (Jak na Nový rok, tak po celý rok), więc wierzy się, że wtedy warto wynieść wszelkie śmieci, zmienić pościel i zrobić pranie, żeby nie pozostały w naszym domu żadne przykre sprawy z roku poprzedniego.

1 stycznia raczej nie podaje się drobiu, żeby szczęście nie odleciało, ale za to chętnie je się soczewicę, dzięki czemu nasze pieniądze będą się mnożyły.

cs-legie-rusko

Czesi z okazji Nowego Roku posyłają sobie PF zwane też novoročenkami, czyli kartki z życzeniami. Ciekawe jest to, że zwyczaj ten jest starszy niż kartki bożonarodzeniowe i został wynaleziony przez czeskiego szlachcica hrabiego Karela Chotka, który w roku 1827 wpadł na pomysł jak poradzić sobie z pochodem gości, którzy zwykli odwiedzać go przy okazji Nowego Roku, zaczął zawczasu wysyłać im życzenia na ozdobnych blankietach.

Przeciętny Czech kupi mieszkanie za siedem rocznych wynagrodzeń

Na mieszkanie o powierzchni 70 m2 Czesi muszą pracować siedem lat. Oczywiście, jeśli w tym czasie nie wydają pieniędzy na jedzenie ani rachunki. Najszybciej mieszkanie za swą roczną wypłatę kupią Belgowie, a najdłużej będą na nie pracować mieszkańcy Wielkiej Brytanii.

w4

Z raportu firmy Deloitte badającej kraje UE oraz Rosji i Izreala wynika, że w kategorii dostępności mieszkań Czeska Republika jest tuż pod średnią europejską. Tuż za Belgami znajdują się Niemcy. Ci pracują na swoje mieszkanie jedynie 3,3 roku. Najdrożej jest w Wielkiej Brytanii – typowy Anglik czy też Szkot na swoje 70 m2 pracuje aż 10 lat.

Polacy w porównaniu z Czechami nie wypadają tak słabo – na czeskie 7,1 lat przypada 7,2 lat. Węgrzy pracują na swoje cztery kąty 7,8 lat.

Jeśli chodzi o samą Republikę Czeską ceny metra kwadratowego różnią się od siebie w zależności od lokalizacji. Najdroższa jest Praga, na końcu tabelki znajdziemy z kolei Liberec.

w5

Ceny nowych mieszkań w Czechach oscylują w granicach 32.706 koron (1200 euro) za metr kwadratowy, co jest ceną najwyższą w całej Europie Środkowo-Wschodniej. W samej Pradze średnia cena metra kwadratowego nowego mieszkania to koszt 55.055 koron (2020 euro). Praga jest o 13 proc. droższa niż Warszawa i o 41 proc. droższa niż Budapeszt!!!

Najtańszym europejskim miastem jest Porto (860 euro/m2).

Wszyscy jesteśmy tak samo ciepli – to hasło tegorocznej Prague Pride 2015

Wszyscy jesteśmy tak samo ciepli – tak można przetłumaczyć na polski hasło tegorocznej parady równości, która już po raz piąty przejdzie ulicami stolicy Czech. Autorzy hasła wskazują, że każdy człowiek, niezależnie od orientacji seksualnej, ma tę samą temperaturę ciała.

w3

„Teplý” to jedno z kilku określeń opisujących geja w Republice Czeskiej. Tłumaczone jako „ciepły” używane jest również w Polsce na określenie osób homoseksualnych. Organizatorzy tegorocznego kolorowego pochodu właśnie z pojęciem temperatury łączą kampanię na rzecz zwiększenia tolerancji. Piąta edycja Prague Pride to cykl kilkunastu spotkań, które odbywać się będą od 10 do 16 sierpnia 2015 roku. Program przewiduje głównie nacisk na „zbliżenie się” do siebie osób homo i heteroseksualnych, a nie tylko wspólny pochód osób LGBT.

Jak zwykle na finał obchodów Prague Pride, czyli marsz ulicami Pragi, zjedzie do stolicy Czech tysiące ludzi, również tych z Polski. Jest to dobra okazja do rewanżu czeskim kolegom za ich częste wizyty podczas naszej Parady Równości.

csp

Obóz dla imigrantów powstanie blisko polskiej granicy

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Republiki Czeskiej jest właśnie w trakcie poszukiwania miejsca dla imigrantów, którzy mają napłynąć do naszych południowych sąsiadów. Wszystko wskazuje na to, że będą umieszczeni na miejscowości Vyšní Lhoty (Ligota Górna) położonej między Frydkiem-Mistkiem a Trzyńcem. 

w2

Obiekt już w przeszłości służył jako obóz dla imigrantów. W połowie lat 90-tych zamieszkiwali tam uchodźcy z byłej Jugosławii i Czeczeni. Zamknięty w 2009 roku ośrodek posiadający 580 miejsc będzie odnowiony, a jego pojemność zwiększy się do 700 łóżek.

Choć decyzja jeszcze nie zapadła, do Vyšní Lhoty zawitały już ważne głowy z ministerstwa. Miejscowi pytani o sąsiedztwo uchodźców nie są przeciwni – wszak gdy mieszkali tam uciekinierzy z byłego ZSRR żadna krzywda nie działa się ani miejscowym, ani tym bardziej imigrantom.

Republika Czeska przygotowuje się na przyjęcie nawet kilku tysięcy uchodźców. Powiększane są również obozy w Havířově a także w Kostelci nad Orlicí, gdzie istnieje największy do tej pory ośrodek dla uciekinierów z innych krajów.

Najbiedniejsi seniorzy z Pragi 7 zjedzą za darmo

Sytuacja niektórych seniorów z Pragi 7 jest krytyczna. Według władz dzielnicy po opłaceniu bieżących rachunków nie zostaje im nawet na jedzenie. Aby starsi nie głodowali, nawiązano współpracę z dwiema restauracjami, które serwują obiady za darmo.

Lokál Nad Stromovkou
Lokál Nad Stromovkou

Z badań wynika, że w Pradze jest 220 tys. seniorów. Ilu z nich żyje na granicy ubóstwa – tego nie wie nikt. Dzielnica jednak postanowiła wziąć pod lupę osoby starsze niż 65 lat, które zalegają z zapłatą czynszów i na tej podstawie wytypowała ilość osób, które będą mogły zupełnie za darmo zjeść ciepły obiad.

Do uruchomionego przed dwoma miesiącami projektu zgłosiły się dwie restauracje. „Kiedy okazało się, że tych obiadów nie będzie tak dużo, nie namyślałem się długo. Dla mnie to drobnostka, a dla tych ludzi ważna rzecz” – mówi właściciel Lokálu Nad Stromovkou Jiří Skall. Problemem jest jednak to, że ubodzy seniorzy wstydzą się tego typu pomoc przyjmować…

Aby każdy potrzebujący dostał swoją porcję posiłku postanowiono nawet zorganizować coś w rodzaju cateringu – ciepły obiad jest dowożony prosto do mieszkań seniorów.

Dzielnica Praha 7 stara się nawiązać współpracę z kolejnymi restauracjami. Na chwilę obecną ubodzy seniorzy mogą się stołować w Lokálu Nad Stromovkou oraz Peperoncino.

Najlepsza restauracja w Ostrawie – Restaurace u Dvořáčků

Poprzedni wpis na blogu o Cieszynie był oczywiście ironią, szkoda, że niektórzy z Was zupełnie tego nie zrozumieli. Dziwią mnie też pytania pod wpisem typu: Właśnie się tam wybieram, co ciekawego można zobaczyć? No właśnie to, co w tekście. Ale tym razem wpis będzie traktował o mieście, w którym przez jakiś czas mieszkałem i pracowałem. Chętnie też tam wracam o czym za chwilę Was przekonam.

Ostrawa z tymi wszystkimi swoimi kontrastami jest bardzo ciekawym miastem. Jest nieoczywista – co chwila zmienia się architektura i krajobraz. Od przemysłowych rejonów przez komunistyczne zabudowania do zielonych rejonów Śląskiej Ostrawy. Wpisów o tym mieście poczyniłem już sporo dlatego teraz skupię się na opisaniu najlepszej według mnie restauracji w jakiej byłem.

IMG_2442

Restaurace u Dvořáčků na ulicy. Hladnovskiej 19 odwiedziłem po raz pierwszy pięć lat temu. Wtedy zaskoczył mnie wystrój: wypchane dziki, kaczki i lisy wiszące na ścianach. Od tego czasu nic się tam nie zmieniło. Jedzenie wciąż jest smaczne, piwo i kofola z kija są zimne, a obsługa nienaganna. Kelnerzy tam pracujący obsługują tak, jak to widziałem w filmie „Kelner, płacić!”: elegancko, z powagą i szacunkiem. Są szybcy, dokładni, kulturalni i co najważniejsze – niewidzialni. Jeszcze nigdzie nie byłem tak obsługiwany. Pięć lat temu zrobił na mnie wrażenie pan Martin Mareček (przynajmniej tak było napisane na paragonie). Łysawy facet przed czterdziestką w służbowym czarno-zielonym stroju. Po pięciu latach wygląda i podaje zupę w ten sam sposób jak kiedyś. Ustalone i niezmienne standardy – to jest to, co najbardziej podoba mi się w knajpach.

IMG_2460

Z racji tego, że knajpa leży na uboczu, nie spotkałem tam ani jednego Polaka. O dziwo, kelnerzy starają się mówić po polsku. Jednak, gdy tak rozkosznie wymawiają polskie słowa znika ta ich dostojność. Jest to miły ukłon w naszą stronę.

Restauracja nie jest najtańszą w Ostrawie, ale ceny nie wypalają oczu i mózgu. Dania podawane są bardzo szybko, tak szybko, że nawet nie było czasu nacieszyć się darmowym Wi-Fi. Świeżo i sycąco. Menu to czeska klasyka: svičkova czy vepřo-knedlo-zelo. Spory wybór zup i dań głównych. Według mnie najlepsza jest jednak czosnkowa. Stopień intensywności czosnku jest idealny. Czasem się zdarza, że zupy czosnkowe są mdłe lub zbyt aromatyczne. Grzanki u Dvořáčků są chrupiące, a ser ciągnący. Dla mnie zupa idealna.

Dania główne, które zamówiliśmy (vepřo-knedlo-zelo) smakowały tak samo jak pięć lat temu. Porcje słuszne. Knedliki bramborowe, ale nie mam pewności czy domowe. Bez zastrzeżeń. Zresztą zobaczcie sami. Zachęcam do wypróbowania pozostałych pozycji z karty. Mam nadzieję, że nikt nie będzie zawiedziony. Na koniec zjedliśmy jeszcze deser czyli gorące maliny z lodami.

Gdy tylko zasiądziecie przy stoliku waszym oczom ukażą się domowe chipsy. Są smaczne, ale kosztują 25 koron. Kwota zostanie wam doliczona do rachunku. Nie ma za to dopłaty za obsługę, jednak aż głupio jest nie dać napiwku. Pamiętajcie o tym.

Po obiedzie był jeszcze czas na wizytę w Pivovarskym Domku. Szeroki wybór piw z różnych zakątków Republiki Czeskiej i świata. Klika z nich wziąłem do Warszawy.

IMG_2434

10 rzeczy, które WKURWIAJĄ w Cieszynie

Jest taka tradycja, że Czechofil przynajmniej raz w roku MUSI być w Cieszynie. To miasto niezwykłe, urzekające swą architekturą, swymi kontrastami i werżniętą w rzekę Olzę granicą. Choć moich wypadów na Śląsk Cieszyński było wiele, dopiero teraz zacząłem dostrzegać wady tego miasta. Początkowa miłość do tego miejsca przerodziła się w złość.

IMG_2322

Oto 10 rzeczy, które wkurwiają w Cieszynie:

10. Magnolie kwitną tylko przez maj.

Spacer szlakiem cieszyńskich magnolii stał się już obowiązkowym punktem wycieczek na pogranicze polsko-czeskie. Chętnych do zobaczenia tych pięknych kwiatów jest tym więcej, im bardziej się one różowią. Swego czasu słyszało się nawet opowieści o stratowanych uczestnikach wycieczek – magnolie kwitną tak szybko, że nie da się ukończyć spaceru przed ich obeschnięciem…

9. Zbyt małe sale kinowe przy projekcjach Kina na Granicy.

To już standard: zaczyna się majówka – zaczyna się i Przegląd filmowy Kino na Granicy – świecące wcześniej słońce nagle chowa się za chmurami. Ponura aura sprawia, że szukający kulturalnych uciech festiwalowicze tłoczą się w ciasnych salach kinowych zlokalizowanych po obu stronach granicy. Wyczuwam spisek: pogoda psuje tak świetny przegląd filmowy tylko po to, by setka widzów musiała okupować podłogi i okolice wyjść ewakuacyjnych zamiast zasiąść sobie w trochę bardziej wygodnych niż schody siedzeniach.

8.  Piesza przeprawa przez Olzę już nie jest różowa.

Uwielbiana przez cieszyniaków (ze względu na swój pierwotny kolor) piesza kładka już nie jest tak intensywnie różowa. Od kiedy wyblakła przestano na niej wieszać kłódki zakochanych, nie wykonuje się na niej również zdjęć selfie. Wraz z kolorem kładka straciła swój urok. Przestała się kojarzyć z różowym jeleniem mającym swe legowisko na Wzgórzu Zamkowym. Stała się bezużyteczna: Polakom jest do niej za daleko, a Czesi nie mają żadnego powodu by przychodzić do Polski.

7. Kultowe cieszyńskie kanapki są nie-do-po-dro-bie-nia!

Muszę powiedzieć to głośno: jechanie kilkuset kilometrów z Warszawy tylko po to by zjeść kultową cieszyńską kanapkę ze śledziem stało się nieekonomiczne. Wcześniej moje podróże do Cieszyna skupiały się na tym by rozpracować sekretną recepturę powstawania tego rarytasu znad Olzy. Na wspomniane kanapki wydałem naprawdę majątek, część z nich odłożyła mi się w postaci tkanki tłuszczowej. I choć moje próby podrobienia smaku cieszyńskiej kanapki spełzły na niczym, nie umiem ich sobie odmówić podczas wizyty  w Cieszynie. Ze złością, ale i rozkoszą zjadam cztery kanapki każdego poranka.

6. Urokliwie brzydkie perony czeskiego dworca przestaną być tak brzydkie.

Ten piękny kontrast: okazały i elegancki dworzec oraz zapuszczone perony i tunel przy czeskim dworcu – to już historia. Powiał silny wiatr zmian i zaczęto remontować wszystko co brzydkie. Zniknie zapewne napis: „Wolne miasto Cieszyn żąda dostępu do morza”, zniknie pewien symbol. Podział na piękny czeski dworzec „z którego dojedziemy wszędzie” i sypiący się z zaniedbania ten polski będzie na nowo przypominać cieszyniakom, że choć szlabany zniknęły, granica w Cieszynie dalej istnieje.

5. Zlitujcie się i otwórzcie sklep nocny.

Przy każdym Kinie na Granicy jak bumerang powraca temat sklepów nocnych, a raczej ich braku. Skoro setki osób poświęciły swój czas, siłę i pieniądze by dotrzeć na ten koniec świata, właściciele sklepików i punktów usługowych powinni pomyśleć jak by tym festiwalowiczom wyjść na przeciw. Brak jest woli właścicieli by wydłużyć godziny otwarcia sklepów. Nie chcecie zatrudniać dodatkowych osób na te kilka dni? Sami stańcie za ladą. Po co zmuszać dziesiątki osób, by swoje pieniądze zostawiali na stacjach benzynowych?

4. Płatne parkowanie.

W tym roku dotarłem do Cieszyna samochodem. W życiu nie sądziłem, że Polska może się tak zmniejszyć. Wystarczyło zbudować normalne szerokie i równe drogi. Dojazd z Warszawy w przeciągu 3:30 h to w tej chwili wcale nie jest wyczyn, to realny czas dojazdu na Śląsk Cieszyński. Tylko po co mi samochód skoro parkowanie w centrum tego małego miasta jest płatne. I to wcale nie tak mało. Ale dobrze, łatajcie w ten sposób dziurę budżetową. Tylko niech kasa zamiast do kieszeni radnych idzie na budowę dworca po polskiej stronie.

3. Zbyt łatwo jest stąd wyjechać wgłąb Republiki Czeskiej.

Odcięcie od świata polskiej strony i świetnie skomunikowanie czeskiej strony Cieszyna niejako przymusza człowieka do zapuszczenia się wgłąb regionu. Według Czechów palenie zioła, jak też picie alkoholu po czeskiej stronie wcale nie jest legalne (jak się nam Polakom wydaje). Niedostępne brzegi Olzy nie pozwalają na zbyt intensywne upijanie się pograniczem. Cóż więc począć? Podróż na przykład do Ostrawy jest rzeczą naturalną.

2. Wtopy miejscówkowe.

To, co uchodzi za kultowe okazuje się niewypałem. To, co jest na uboczu okazuje się skarbem. Tak właśnie jest w Czeskim Cieszynie. Każdy przewodnik, każda strona internetowa odsyła turystów do przybytku przy ul. Głównej Hubertem zwanego. Zapyziała spelunka z obskurnym wystrojem, strasznymi toaletami i tłumem Czechów i Polaków. Hubert jest podobno „synonimem czeskiej hospody”. Tak przynajmniej twierdzą blogerzy opisujący co roku swoje wrażenia z Cieszyna. Rzekomo najlepsze piwo, rzekomo najlepsze czeskie jedzenie. Podobno obsługuje tam czeska Wodzianka. Tak ci się będzie wydawać jeśli nie zapuścisz się wgłąb czeskiej części i nie odwiedzisz mniej znanych miejsc na uboczu. Bo po co wchodzić do słynnej Siódemki czy Pod wieżą, gdzie nie dość, że nie znoszą Polaków to jeszcze jawnie tę niechęć demonstrują? Pamiętam jak w zeszłym roku chwaliłem Restauracje Sikorák mieszczącą się przy już nie-różowym mostku. W tym roku obsługa przeszła samą siebie serwując nam Polakom Staropramena w plastikowym kubku. Na podwójne prośby lania piwa do szkła reagowała obojętnością. Kultura nakazała nam dopicie piwa zamiast wylania go na oczach złośliwej barmanki i odejścia w poszukiwaniu lepszych miejscówek. A o te wcale nie tak łatwo. Strzałem w dziesiątkę okazała się założona w 1905 roku Restauracja na Brandyse przy ul. Karwińskiej. Pyszne czeskie dania, duże porcje, piwo z pianą pod sufit i bardzo sympatyczna obsługa. Polaków względnie mało, ci którzy się pojawili nie czują się obrażani i lekceważeni. Na sześć czy siedem odwiedzonych hospod po czeskiej stronie pozytywnie wyróżniła się jedynie ta opisywana jako ostatnia. Źle się dzieje w Czeskim Cieszynie…

1. Jest tu tylko jeden hostel!

Ale za to jaki! Duży, przestronny, zadbany. Sofy i kanapy przegoniły mini golf, który stał wcześniej w pokoju dziennym. Jest to jedna w wielu wspólnych części 3 Bros Hostelu, ale za to najbardziej klimatyczna. Sala jest areną dla indywidualności jak też łączy ze sobą nieznane sobie wcześniej grupki osób. Nic tak nie spaja jak wspólne piwko przy grillu umieszczonym na balkonie. 3 Bros Hostel to idealna miejscówka na podryw: podczas Kina na Granicy śpi w nim połowa fanów kina, łatwo więc tam odnaleźć osobę upatrzoną wcześniej podczas seansu w kinie. Najbardziej mnie jednak smucą te zawiedzione buzie młodych ludzi, którzy zagapili się i nie zrobili w porę rezerwacji, wiedzą, że spanie u Trzech Braci to wyróżnienie. Ale 3 Bros Hostel to również miejsce spędzające sen z powiek, dosłownie. Rozmowy z gośćmi hostelu są tak wciągające, że nie sposób po prostu wstać i udać się na spoczynek. Wspólna wymiana poglądów kończy się więc najczęściej późno w nocy. Godziny serwowania śniadania również są więc bardzo umowne:  kto mi wyje kanapki skoro wszyscy jeszcze śpią? Przegadane noce powodują niewyspanie, które ciągnie się za mną aż do dziś. To zdecydowanie wkurza!

A jeśli dotrwałeś do końca tego krytycznego wywodu, wyrzuć z pamięci wszystko co do tej pory przeczytałeś i usłyszałeś na temat Cieszyna. Rusz się i zacznij poznawać to miejsce na swój sposób. Byłem w Cieszynie kilka razy i za każdym razem odkrywałem coś nowego. Zdaj się na siebie i swoje nogi, a nie na opinie blogerów podróżniczych.Wtedy jest pewność, że nie będziesz jadł średniej jakości jedzenia u Huberta i nie zostaniesz potraktowany jak człowiek drugiej kategorii w pewnych pubach i hospodach. Bądź sobie sam przewodnikiem i pamiętaj…”Keep Cieszyn in your heart”!

Powstało nowe państwo z urzędowym językiem czeskim

W miniony poniedziałek na mapie Europy pojawiło się nowe państwo. Jest nim Liberland, enklawa wolności położona między Chorwacją i Serbią. Samozwańcze państwo, które nie zdobyło jeszcze międzynarodowego uznania, ma już swojego prezydenta. Teraz prowadzony jest nabór obywateli.

image

Liberland nie ma jeszcze konstytucji (ta jest dopiero tworzona), ale posiada już własny serwis internetowy. Wyjaśniono w nim, że nowe państwo leży na terenie, do którego żaden inny kraj nie wysuwa roszczeń. Założyciele Wolnej Republiki Liberlandu uznali, że jest to ziemia niczyja.

Liberland ma 7 km kwadratowych powierzchni i mieści się na zachodnim brzegu Dunaju, w pobliżu chorwackiej miejscowości Zmajevac. Założycielem państwa jest czeski polityk Vít Jedlička, który należy czeskiej Partii Wolnych Obywateli.

Flaga Liberlandu
Flaga Liberlandu

Jedlička został pierwszym prezydentem Liberlandu. Polityk zapowiedział, że niebawem wyśle noty dyplomatyczne do rządów Serbii i Chorwacji, prosząc o oficjalne uznanie nowego państwa. Podobne noty zostaną później wysłane do innych krajów.

Konstytucja Liberlandu będzie wzorowana na prawie szwajcarskim. Państwo, któremu przyświeca hasło „Żyj i pozwól żyć”, ma być „konstytucyjną republiką z elementami demokracji bezpośredniej”. Z przedstawianych zapowiedzi wynika, że władze Liberlandu będzie obowiązywał konstytucyjny zakaz zadłużania państwa.

Na oficjalnej stronie Liberlandu prowadzona jest rekrutacja obywateli. Zgłaszać mogą się wszystkie osoby, które nie były karane, nie mają komunistycznej bądź nazistowskiej przeszłości, szanują własność prywatną oraz innych ludzi, niezależnie od ich rasy, pochodzenia etnicznego, religii i orientacji.

Liberland ma już własną flagę i własne godło. Językiem urzędowym jest czeski.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑