Osobiste trzy halerze o „Osobistym przewodniku po Pradze”

Czechofile, i szczygłofile, rzucili się czytać nową książkę autora Gottlandu. Nie jestem wyjątkiem. Wypatrywałem tej publikacji z dawno niespotykaną ciekawością i pochłonąłem ją jak pierwsze piwo po przyjeździe do Pragi, jak Maria w Postrzyżynach – duszkiem. Z krótkimi przerwami na poszukiwanie własnych zdjęć opisanych miejsc (obok wnętrze kaplicy Betlejemskiej) oraz na odnajdywanie na Street View tych jeszcze mi nieznanych. Przewodnik przywołuje wspomnienia, ale znacznie bardziej rozbudza apetyt. Na piwo trochę też (U Voka!), jednak przede wszystkim na Pragę. Sporo już o książce powiedziano, na czele z oczywistością, że to lektura obowiązkowa, nie tylko dla czechofilów. Pozwolę sobie jednak wtrącić do rozmowy swoje skromne trzy halerze (analogia do wycofanej waluty zamierzona), „zepsute” moimi piętnastoma wizytami w Pradze.

To nie jest wcale tak, że w Przewodniku autor objawia jakąś wiedzę tajemną pisząc o miejscach znanych tylko sobie i trzem innym osobom. Jeśli przyjmiemy, że pierwszy krąg praskiego wtajemniczenia to Ratusz Staromiejski z Orlojem, most Karola i Zamek ze Złotą Uliczką (o tych miejscach w książce nie ma prawie nic), to zaraz na drugim miejscu byłaby Praga żydowska, Tańczący Dom, mur Lennona i Praga pisarzy: Kafki i Hrabala, zajmujące kilka rozdziałów Przewodnika. O rzeźbach Davida Černego pisał już sam Szczygieł; tu wypada wspomnieć, że Wzgórze Vítkovksiążka ma formę „interaktywną”, na jej stronach znajdziemy odsyłacze do innych rozdziałów, starszych książek autora, czy nawet do Youtube’a (à propos: opisywane kawiarnie Mlýnská i Montmartre były polecane choćby przez popularnych jutuberów z kanału Honest Guide, więc nie spodziewajmy się, że będziemy tam sami). Jan Žižka, choć groźny, wręcz zaprasza żeby wspiąć się do niego na wzgórze Vítkov i większość turystów nie jest w stanie mu odmówić (na zdjęciu widok z okna hostelu Boudnik).

I co z tego, że to po części miejsca znane, jeśli i tak Szczygieł-reporter zobaczy w nich i pokaże nam, coś, o czym nie mieliśmy pojęcia, prześledzi kto, kiedy, z kim, co mówił, co pisał, co pił. Przewodników (książek i osób) oraz samozwańczych znawców miasta („znalazłem tę prawdziwą, nieturystyczną, czeską hospodę” napiszą) jest bez liku, ale opowiadać, jak Szczygieł, potrafi mało kto. A czemu ten rzeźbiarz wybrał taki kształt, a dlaczego te numery domów takie podwójne? – pyta autor z dziecięcą ciekawością.  Nie krygujmy się, szczygłową relację z mostu Karola też byśmy z uwagą przeczytali skoro jego wizyta na Rynku Staromiejskim owocuje spotkaniem takim, jak to z Blanką Matragi. A przecież wkrótce potem pisze i o miejscach dotychczas pomijanych: Hadovka, instalacje  Kryštofa Kyntery, Odświeżacz powietrza. W końcu rozwiązuje się też zagadka, nad którą łamali sobie głowę fani: gdzie podczas pobytu w Pradze Mariusz Szczygieł kupuje rohlíky.

Aktywność medialna Mariusza Szczygła sprawia, że ktoś zainteresowany mniej więcej wie, co go pociąga. Eros i Tanatos (i język czeski, ale to u Szczygła tożsame z Erosem). Jeśli w Zrób sobie raj i Nie ma wahadło przechylało się w stronę pana T. to tutaj, w moim odczuciu, zwycięża ten pierwszy. Czego ukoronowaniem jest rozdział Seks bez turystów. Spotkamy tu także (w książce, nie w „erotycznych kabinkach”) znane już nam postaci. Jest ojciec Jerzy Szczygieł, jest tłumaczka Helena Stachová, ale i sam ś.p. Karel Gott. To m.in. im autor poświęca wplecione w tryb oprowadzania mini-eseje, których bohaterami są także Václav Havel, Meda Mládková i… resztę sprawdźcie sami.

Instagram Mariusza Szczygła zdradza jego stale rosnące zainteresowanie sztuką, ale Przewodnik jest w znacznie większym stopniu przesiąknięty miłością do architektury. Dla mnie, osobiście, to najciekawsze fragmenty książki i nawet poprzez druk jestem w stanie wyczuć podniecenie (Eros!). Chodzi o dreszcz towarzyszący odkryciu, że twórca odpowiedzialny za ten budynek zaprojektował także ten drugi, w innej części miasta. Pasja autora, dotyczy to całej książki, jest w stanie przysłonić fakt, że niektóre informacje są już, z pewnością czechofilom, dobrze znane; czy ktoś jeszcze nie wie, że słowo „robot” to od Čapka? Przyznaję, że porzekadło kończące Przewodnik słyszałem z ust Mariusza Szczygła kilkukrotnie, ale to mój osobisty problem – widocznie zbyt często odwiedzam Faktyczny Dom Kultury. To przecież nie zmienia faktu, że spaceru po ul. Slavíčkovej doczekać się nie mogę.

Wbrew poprzedniemu zdaniu tak naprawdę uważam, że nie chodzi (tylko) o to żebyśmy teraz biegali po mieście króla Karola IV i Zdeňka Svěráka śladami Mariusza Szczygła. To i tak zostanie zrobione. Najgłębszym sensem Osobistego przewodnika po Pradze jest według mnie zachęta żebyśmy to miasto odkrywali po swojemu, dla siebie, zgodnie z własnymi zainteresowaniami. Gwarantuję, że każdy znajdzie coś, co go zachwyci tak osobiście, bez pośredników. I bardzo prawdopodobne, że nie będzie tam wtedy obok tłumu turystów.

Mariusz Szczygieł zawsze ma jakąś teorię, więc na koniec przedstawię swoją. Szanowni znajomi i nieznajomi autora, to nie wy zmusiliście go, swoimi pytaniami, do napisania tej książki. Ona i tak by powstała. Wszystko, co Szczygieł wie o Pradze po prostu musiało zostać opublikowane. Bez trudu możemy dotrzeć w opisywane miejsca (sam byłem w 85 proc. z nich), ale nie mając szczygłowej łatwości zadawania pytań nie dowiemy się tego, co on. Robi to więc poniekąd za nas. Łącznie z przesiadywaniem w bibliotekach (jęk bólu co poniektórych). Spodziewam się, że kolejne części to tylko kwestia czasu.

P.S. Zainspirowany Przewodnikiem przedstawiam kilka moich ulubionych miejsc w Pradze w tym artykule.

Autor: Piotrek Klijewski

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: