W kuchni, na peronie, nad rzeką, czyli czeskie płyty 2020 roku (część 1.)

Muzyka jest na szarym końcu, daleko za literaturą i filmem, na liście zainteresowań osób, którym bliska jest czeska kultura. Mnie bawi nie tylko jej słuchanie, ale i sprawdzanie kto, kiedy, gdzie i dlaczego. Jára Cimrman stwierdził kiedyś, w jego mało znanym okresie statystycznym, że jeśli coś interesuje jedną osobę to jest 52,8% szans, że zainteresują się tym i kolejne 2,5 osoby. A ¾ osoby może się to spodobać. Pozdrawiam ten ułamek i zapraszam na spacer z przewodnikiem po czeskich płytach wydanych w 2020 r. Na rynku ukazały się płyty takich tuzów czeskiej sceny jak Jaromír Nohavica (cóż, pisać to on potrafi), sypiący jak z rękawa grami słownymi Tata Bojs, czy liryczna Aneta Langerová. Szczerze polecam się z nimi zapoznać, ale ja skoncentruję się na artystach o mniejszej liczbie wyświetleń. Podsumowanie jest nieco spóźnione, ale duża liczba wykonawców dopiero w grudniu zdecydowała się pokazać światu swoje dzieła. Starałem się, żeby było krótko, ale… nie wyszło. Jeśli kogoś zmęczy lektura zalecam sam odsłuch. Po to przecież jest muzyka.

Amelie Siba – Dye My Hair 

Debiutancką EP-kę wydała co prawda jesienią 2019 r. (nagrana z pomocą Lukáša Vydry z zespołu Dukla), ale śmiało można nazwać Amelię odkryciem roku 2020 na czeskiej scenie. Bezpretensjonalność, szczerość, naturalność, ale przede wszystkim dobre, skromne  –  to prawie tylko głos i gitara – piosenki przyniosły tej nastolatce z Pragi nominacje do dwóch prestiżowych nagród Apollo i Vinyla. Jasne, że wolę kiedy czescy artyści śpiewają po czesku, a Amelie używa tylko, perfekcyjnej, angielszczyzny. Mam jednak przeczucie, że to kwestia czasu. Na razie zdradziła, że nowy materiał będzie bardziej nadupaný. Czekam niecierpliwie. 

Dukla – Honza 

Zostajemy w Pradze. Piszą o sobie przekornie „vinohradski bigbeat”. Ale to prędzej nowa fala à la lata osiemdziesiąte. Reszta się zgadza, bo salę prób kwartet znalazł w budynku Sokoła w pięknym parku Riegrovy sady. W tekstach romantyka sąsiaduje z polityką. Piosenkę Mejdan končí autor tekstów grupy Lukáš Vydra tłumaczy jako reakcję na koniec spokojnych czasów w Europie, zaś w Polárce znajdziemy nawiązanie do słynnej historii braci Mašínów (zainteresowanym polecam książkę Nie jest źle Jana Novaka). Zamiłowanie do klimatów retro Dukla udowadnia wydaniem Honzy tylko na kasecie magnetofonowej, którą po zamówieniu mailowym można odebrać osobiście na I.P. Pavlova. Szukam walkmana.

Alen – Až se řeky vylijí z břehů  

Piękny głos i krystalicznie czyste dźwięki pianina, które Alen, czyli Alena Pohlová, nagrywała w pokoju rodzinnego domu w Ostrawie oraz kaplicy Uniwersytetu Palackiego w Ołomuńcu. Celowo nie piszę, że to tylko głos i pianino, bo niektóre utwory zyskały dodatkowy wymiar po producenckiej obróbce przez bodajże najbardziej zapracowanego człowieka czeskiej muzyki; Ondřej Ježek brał udział w nagrywaniu większości płyt, które tutaj wymienię. W 2020 r. Alen nie tylko wydała debiutancki album, choć mające teatralny rodowód piosenki napisała kilka lat wcześniej, ale także gościnnie zaśpiewała na płycie zespołu Květy. Oraz przeprowadziła się do morawskiego miasteczka Boskovice. Zrządzeniem losu (którego ostatnio zwą pan Demia) z moich zeszłorocznych czeskich planów koncertowych ostał się jedynie Festival pro židovskou čtvrť w… Boskovicach. Przeniesione z początku lipca na koniec sierpnia wydarzenie udało się jednak, w okrojonej wersji, zorganizować, a mi dzięki temu dane było nie tylko wypić pyszne piwo z Polički na dziedzińcu miejscowego hradu, ale i zobaczyć jak żywiołowo nielicznie zgromadzona publiczność reaguje na zespół o hydrologicznej nazwie Dorzecze Ohrzy. 

Povodí Ohře – Dva trámy na kříž 

Ciemne ballady z pogranicza, hard rock z czeskiego Dzikiego Zachodu. „Niepojęty los przyjdzie cicho i bez pukania”, „Jak długo jeszcze? w sercu nienawiść”, „Mylicie się, ich otwarte trumny będą dalej mówić”. Druga płyta grupy Povodí Ohře to emocjonalna wypowiedź inspirowana tragiczną historią miejsca, z którego pochodzą artyści. Nie jestem pewien, ale być może pierwszy raz w czeskiej muzyce, tej popularnej, gitarowej, pojawia się temat wypędzenia ludności niemieckiej z tych terenów. Cheb, Sokolov, Loket, Karlovy Vary, Klášterec nad Ohří, Kadaň, Louny, Žatec, Terezín. Nazwy tych miast nanizanych na wstęgę rzeki Ohrzy wykrzykuje wokalista Sisi w piosence Správná, dobrá jména. Wykrzykuje ich niemieckie nazwy…

Lenka Dusilová – Řeka

Pochodząca z Karlowych Warów Dusilová swój nowy album zatytułowała Rzeka i ten tytuł mówi wszystko. Jak grafomańsko by to nie zabrzmiało ta osobista płyta naprawdę jest jak rzeka. Meandrująca, zmienna, niełatwa do przekroczenia, za to wciągająca w swój nurt. Mająca w sobie coś z medytacji. Dusilová zrywa z prostą formą piosenki proponując utwory coraz bardziej rozbudowane, często instrumentalne. Stara się przekonać słuchacza żeby traktował to dzieło jako całość,  co przy ponadgodzinnym albumie jest dosyć wymagające. O różnorodności Řeki świadczy już lista osób zaangażowanych w nagrania: Petr Ostrouchov, Aid Kid, Martin Kyšperský, Jakub König, czy też Dorota Barová, która jest współtwórczynią śpiewanej po polsku piosenki Białe konie. Gdyby komuś było mało polszczyzny na czeskich płytach (wyznam, że mi trochę vadí) to w 2020 r. wyszła także nowa płyta duetu Tara Fuki Motyle.

Przenosimy się do pięknej krainy zwanej Posazawie, mekki czeskich trampów. W 2014 r. w kościele św. Marcina w Sázavie trafiłem na wystawę, która na dobre uświadomiła mi potęgę czeskiego trampingu. Uproszczając: trampów charakteryzuje umiłowanie swobodnej wędrówki, wieczorów przy ognisku, fascynacja amerykańskim Dzikim Zachodem i oczywiście piosenki na gitarę. W Czechach to naprawdę poważny ruch. Kto nie marzy czasem o ucieczce do przyrody i o wolności, którą daje włóczęga. Tramping jest stale źródłem inspiracji dla artystów (Lenka Dusilová zaczynała od przeglądów piosenki trampowej) i ciekawe jest obserwować, w jak różnych  formach się to przejawia.

Člověk krve – V kuchyni 

Na wspomnianą tradycję powołuje się Jan Senft, czyli Člověk krve. Jeśli wybierzecie się na wędrówkę nad rzekę Sazawę możecie go spotkać, ponieważ mieszka w leżącej tuż obok miasteczka Sázava wiosce Stříbrná Skalice. I wcale na to oddalenie od wielkich wydarzeń nie narzeka: „Siedzę w kuchni, i jest mi dobrze, z dala od ognia i dymu”. To już nie jest tylko jedna akustyczna gitara, na płycie V kuchyni pojawia się znacznie więcej instrumentów. Aranżacje, które są zasługą producenta Tomáša Tkáča (więcej o nim wkrótce) sprawiają, że piosenki Člověka krve brzmią świeżo i przebojowo. Jednych uspokajam, innych uprzedzam – elementy country i folku także tu usłyszymy. Dla poszukiwaczy wątków polskich ciekawostka – utwór Penzion na věčnosti nawiązuje do filmu Hasa Sanatorium pod klepsydrą (czeski tytuł to Sanatorium na věčnosti). A ode mnie Jan ma dodatkowy plus za nawiązanie do wyjątkowego filmu Waleria i tydzień cudów w piosence Kohout. 

Tábor – Liebe 

Album roku według magazynu Fullmoon. W składzie muzycy ze znaczących grup czeskiej alternatywy: Vole (w 2020 r. przyjemna płyta Dej Bůh Pěstí), Or (dobre rockowe smutný stroje) czy Oswaldovi. Tytuł pierwszego utworu Mantra podpowiada, że tutaj podejście do czeskiego folku jest jeszcze inne. Chociaż repertuar i tej płyty zaczął się tworzyć podczas wędrówek, tym razem po Górach Krusznych. Efekt jest uduchowiony, mistyczny. Wpływa na to użycie niecodziennego instrumentu – ponad stuletniej fisharmonii. Muzycy jasno, także w wypowiedziach, odwołują się do duchowej, poetyckiej twórczości pieśniarza Oldřicha Janoty, którego wśród swoich najważniejszych inspiracji, obok pieśniarzy Petra Linharta i Vlastimila Třešňáka, wymienia także Člověk krve.

Severní nástupiště – Rostli jsme spolu 

Harmonijka ustna, bandżo, kilka głosów – tutaj historia czeskiego folku i country odzywa się w sposób bardziej tradycyjny. Swoją nazwę kapela zawdzięcza bocznemu peronowi dworca Praha-Smíchov. Grał w niej kiedyś i Jan Senft, jest zresztą autorem powyższego utworu Prérie. ale i bez niego muzyków tu nie brakuje – jest ich dziewięcioro. Pomysł na „Północny peron” zrodził się w trakcie wędrówki wzdłuż przepływającego przez Pragę potoku Botič (można być i miejskim trampem), a formował się na squacie Klinika. To, w wyniku bojów z miastem już niedziałające, ważne miejsce na alternatywnej mapie Pragi. Dawna klinika chorób płuc zamieniona na centrum kultury i życia społecznego, które udało mi się odwiedzić podczas jednej z Žižkovskich Nocy (wysłuchałem prelekcji o zmianie postrzegania wegetarian w filmach i serialach). Co tam jest teraz? Mam nadzieję sprawdzić, kiedy będzie to możliwe. Póki co łażę po mokrej Warszawie mrucząc refren piosenki Slavske (tytuł odsyła aż na Ukrainę) w oczekiwaniu na opisany tam krótki czas po zimie, kiedy „już możesz leżeć w trawie, ale jeszcze bez żuków”. Tak brzmieliby Paula i Karol gdyby śpiewali po pols.., po czesku.

Autor: Piotrek Klijewski

Ciąg dalszy TUTAJ

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

<span>%d</span> blogerów lubi to: