Zdarza mi się wracać pamięcią do pierwszej chwili, kiedy poczułam coś na kształt czeskiego olśnienia. To był zwykły, pogodny dzień w Pradze– nic spektakularnego. Wysiadłam z pociągu na Hlavní nádraží i usłyszałam pierwszy komunikat po Czesku… Poczułam, że wróciłam do domu (chociaż był to mój pierwszy raz w Czechach). Od tamtej pory wiedziałam, że Czechy będą ważną częścią mojego życia. Może dlatego wszystkie książki o Czechach czytam już nie jako ciekawostkę, ale jak listy pisane do mnie. Tak było i tym razem.
Książka, która nie głaszcze po głowie, tylko otwiera okno
„Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach” Jakuba Medka okazała się tekstem, który w pewnym sensie zmienia tor rozmowy o Czechach, jaką od lat prowadzimy w Polsce. A przynajmniej – jaką ja sama prowadzę w mojej głowie, w moich tekstach i w mojej książce.
To, co od razu mnie w „Dobrý den” uderzyło, to wyważony głos. Medek nie walczy o rację, nie polemizuje ze stereotypami poprzez ich potępienie – raczej zaprasza, żeby wejść z nim „do środka”. Zobaczyć Czechy nie od strony zachwytu turysty, ale od środka codzienności, z jej drobnymi radościami, lękami, upodobaniami i irytacjami.
Pisze o mitach, które Polacy uwielbiają powtarzać o Czechach, bo są łatwe i przyjemne. O rzekomym czeskim ateizmie, który zwykliśmy rozumieć jak deklarację całkowitej obojętności duchowej. O tym, że „piwo to narodowy skarb”, jakby wszyscy Czesi codziennie pili pół litra do obiadu. O czeskim „komunizmie bez przymusu”, o hokejowej dumie, o mentalności, którą Polacy – w swojej potrzebie prostych definicji – chcieliby zamknąć w jakimś jednym zdaniu.
Tymczasem Medek pokazuje, jak skomplikowane są te uproszczenia. I robi to z wdziękiem, który sprawia, że nawet najbardziej oczywiste prawdy o kulturze czeskiej nagle nabierają nowego znaczenia.
Lekcja pokory i zachwytu
Czytając Medka, kilka razy uśmiechnęłam się pod nosem, ponieważ uświadomiłam sobie, jak wiele z moich własnych wyobrażeń – czasem nieświadomych, czasem romantycznych – miało swoje źródło nie w czeskiej rzeczywistości, ale w mojej własnej tęsknocie. Ja, Polka zakochana w Czechach, widząca w nich wszystko, czego brakowało mi w mojej kulturze: nieśpieszność, lekkość, dystans i specyficzny rodzaj humoru.
Pisząc moją książkę „Czechy. Czemu pohoda to nie pogoda? czyli czeski luz”, robiłam to z emocji. Z zachwytu, z osobistego doświadczenia, z tej naiwnej i pięknej potrzeby, by opisać Czechy tak, jak ja je widzę – przez pryzmat miłości, a nie obiektywnej analizy. Nigdy tego nie ukrywałam: nie jestem obiektywna. Nie potrafiłabym być.
Dlatego tak mnie cieszy, że „Dobrý den” daje coś, czego ja dać nie mogłam – czeską perspektywę od środka. To nie jest głos badaczki, podróżniczki czy polskiej miłośniczki. To głos człowieka, który tam dorastał, oddychał czeską codziennością, zna jej cienie i światła lepiej niż ja kiedykolwiek będę mogła. I to właśnie ta perspektywa była dla mnie nie tylko cenna, ale wręcz oczyszczająca.
O rozbrajaniu stereotypów z humorem
Jedną z największych sił książki Medka jest sposób, w jaki obchodzi się z polskimi stereotypami o Czechach. Nie wyśmiewa ich, choć mógłby. Nie wzrusza ramionami, choć miałby do tego prawo. Zamiast tego rozkłada je na czynniki pierwsze, śledzi ich genezę, kontekst historyczny, a czasem – zwykłe nieporozumienie albo efekt powierzchownego spojrzenia turysty.
To rozbrajanie działa jak lusterko: nie tylko lepiej rozumiemy Czechów, ale zaczynamy dostrzegać własne polskie fantazje, projekcje i potrzeby.
Często w mojej polskiej perspektywie czeski luz był trochę mitem – pięknym, ale jednak mitem. Medek pokazuje, że jeśli luz istnieje, to nie jako cecha narodowa, ale jako reakcja na historię, mentalność i realne warunki życia. Luz nie jest dany z góry; jest wyborem, postawą, sposobem radzenia sobie ze światem.
Dlaczego to jedna z ważniejszych książek o Czechach na polskim rynku
Zachwyciła mnie solidność tej książki. Nie wiedza „encyklopedyczna”, ale to, jak konsekwentnie autor prowadzi czytelnika w głąb czeskiego doświadczenia.
Jest tam historia, ale nie akademicka.
Jest psychologia społeczna, ale nie podszyta wyższością.
Jest humor, ale nie ten tani, kabaretowy, tylko czeski – miękki, ironiczny, lekko przekorny.
To połączenie sprawia, że „Dobrý den” jest lekturą, która zostaje w głowie na długo po odłożeniu książki. Nie tylko dlatego, że opowiada o Czechach. Ale dlatego, że opowiada o nas – o Polakach – i o tym, jak patrzymy na naszych sąsiadów.
Książka Medka i moja własna – dwa różne spojrzenia, jedna miłość do Czech
Kiedy myślę o „Dobrý den” i mojej własnej książce, widzę je trochę jak dwie części jednego dialogu.
Moja książka powstała z przeżycia, zachwytu, z kobiecej, polskiej emocji. Jest listem miłosnym do Czech, pisanym bez filtra, bez ambicji obiektywności.
Książka Medka jest dopełnieniem, korektą kursu, głosem wewnątrz czeskiej kultury. Jest jak rozmowa, której ja – choć zakochana w Czechach – sama nie mogłabym poprowadzić.
I może właśnie dlatego czuję wdzięczność.
Bo dzięki tej książce patrzę na Czechy z jeszcze większą czułością, ale też z większym zrozumieniem.
Na koniec – myśl, która została ze mną najdłużej
Najbardziej poruszyło mnie odkrycie, że wiele mitów, które Polacy pielęgnują o Czechach, wynika z naszej potrzeby, by mieć obok siebie naród „lekki”, „bezproblemowy”, „pogodny”. Może dlatego, że sami często czujemy ciężar historii, którą dźwigamy.
Medek subtelnie, ale konsekwentnie pokazuje, że Czechy nie są azylem od realności – choć my, Polacy, często chcielibyśmy, żeby takie były.
Są krajem normalnych ludzi, ze swoimi napięciami, dylematami i paradoksami.
A ich luz – ten prawdziwy – jest świadectwem dojrzałości, nie naiwności.
I chyba właśnie za to kocham Czechy jeszcze bardziej.
Autorka: Dorota Chmielewska
