To białe w tym żółtym, czyli kuchnia Václava Havla

Po pierwszej zapowiedzi tej publikacji, wiedziałam, że muszę ją przeczytać, chociaż kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Trudno mi było uwierzyć, że to naprawdę będzie książka kucharska, a jednak takie były zamiary autora.

Nie jestem specjalistką w kategorii „Václav Havel- życie i twórczość”, ale oczywiście wiem, że był dramatopisarzem, politykiem, że „toczył” beczki w browarze, ale że gotowanie sprawiało mu wielką przyjemność nie wiedziałam.

Myślałam, że raczej będzie to zbiór anegdot o zwyczajach kulinarnych byłego prezydenta Czechosłowacji, albo, że jednak „od kuchni” oznacza metaforycznie jakieś nieznane fakty z życia Havla. Poniekąd miałam rację, ale książka zawiera przede wszystkim przepisy. Czasem są to nawet przedruki faktycznych receptur, jakie stosował on sam, lub ludzie z jego otoczenia.

Tutaj jednak dochodzimy do, w mojej ocenie, najpoważniejszej wady tej książki. Może to dobrze, że autor sprawdził prezentowane przepisy zanim o nich napisał, ale niejednokrotnie je też „poprawił”, czego nie rozumiem. Z całym szacunkiem dla pana Žantovskiego, ale jego gotowanie mało mnie interesuje, a jeśli Václav Havel używał niemal do każdej potrawy wina lub bitej śmietany, to i ja też tak chcę spróbować. Rolę autora widziałabym raczej w tym, żeby określił ile wina i jakiego należałoby dodać, żeby potrawa smakowała w miarę dobrze. Jako czytelniczka nie spodziewam się, że przepisy mają być doskonałe- wiem, że Havel nie był zawodowym kucharzem, ale że mają pokazać, jaki był jego gust kulinarny.

Książek typowo kucharskich jest w Czechach i w Polsce mnóstwo, może nawet za dużo i faktycznie niemal każda „gwiazda” ekranu ma swoją publikację na temat gotowania, więc jest w czym wybierać, ale tutaj mamy nie tylko przepisy ale i opowieści jak, kiedy i dlaczego przyrządzał daną potrawę, albo jak wyjątkowo ją nazywał („gniew Łukaszenki”, czy „rosół z Wieży Głodowej”). Nie wiem czemu, ale moja ulubiona nazwa to właśnie „to białe w tym żółtym”, czyli rodzaj deseru z budyniu i ubitych na sztywno białek (ostrzegam, jest to jeden z najbardziej skomplikowanych przepisów, za który nawet nie mam zamiaru się zabierać).

Jest jeszcze jeden minus- zdjęcia potraw. Lubię książki kucharskie, bo często samo patrzenie na potrawy sprawia, że mam ochotę zabrać się za ich przyrządzenie, o zjedzeniu ich już nie mówiąc. Tutaj autor sprawę potraktował, moim zdaniem, idąc po najniższej linii oporu, tłumacząc to autentyzmem („zrezygnowaliśmy ze stosowania wszelkich trików i „czarów”(…) Nasze fotografie przedstawiają wyłącznie potrawy, które naprawdę przygotowaliśmy czy ugotowaliśmy według przepisu lub inspiracji Václava Havla.” Pewnie dla niektórych może to być plus za autentyczność, dla mnie jednak coś, co psuje ładnie wydaną książkę.

Dwa minusy, to tak naprawdę moje czepialstwo, bo książka tak naprawdę jest bardzo ciekawa i godna polecania, chociaż zdecydowanie bardziej dla mięsożerców lub wegetarian o mocnych nerwach. Potrawy przygotowane z tych przepisów są oparte na mięsiwach w każdej postaci, łącznie z opisem świniobicia.

Autor: Dorota Chmielewska

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: