Genialny tytuł to dopiero początek. Adam Miklasz stworzył książkę o regionie, który – choć odwiedzałam wielokrotnie – znałam dotąd raczej powierzchownie. Jego „Řezany świat. Osobisty przewodnik po Śląsku Cieszyńskim” okazał się dla mnie lekturą nie tylko przyjemną, ale i odkrywczą.
Dowiedziałam się wiele, choć – przyznaję – nie było to szczególnie trudne. Jestem bowiem dość stereotypową czechofilką: coś tam wiem, coś kojarzę, ale rzadko zaglądam głębiej w historię. Autor robi dokładnie odwrotnie – z szacunkiem i dociekliwością rozplątuje skomplikowaną tkankę miejsca, w którym żyje.
Miklasz odważył się też na coś, na co ja nigdy się nie zdobyłam – związać swoje życie z Czechami. Choćby tylko częściowo.
Z książką mam zresztą osobistą historię – dostałam ją od autora rok temu podczas Čtefest w Cieszynie, gdzie spotkaliśmy się na jednym panelu dyskusyjnym. Ja byłam wtedy świeżo po publikacji mojego przewodnika Czechy. Czemu pohoda to nie pogoda, czyli czeski luz. Tym bardziej z ciekawością sięgnęłam po jego spojrzenie.
To, czego najbardziej zazdroszczę autorowi, to nie tylko wiedza, ale przede wszystkim potrzeba zaglądania pod powierzchnię. „Řezany świat” odsłania złożone relacje polsko-czeskie, wspólną historię i codzienność regionu, który wciąż wymyka się prostym definicjom.
Szczególnie zapadł mi w pamięć rozdział o pandemii. Doskonale pamiętam tamten czas – zamknięty Most Przyjaźni w Cieszynie, bezsilne spacery wzdłuż Olzy i to uporczywe pytanie, czy „po drugiej stronie” naprawdę jest lepiej. To był też moment, kiedy dostałam propozycję pracy w Praga i realnie mogłam przenieść się do moich mitycznych Czech. Ostatecznie nie zdecydowałam się na ten krok – i do dziś nie wiem, czy żałuję.
Ale wracając do książki. „Řezany świat” czyta się jak řezane piwo – z ciekawością i rosnącym podziwem dla kunsztu autora. Bo stworzyć harmonijną całość z dwóch odrębnych porządków to nie lada sztuka. Trzeba cierpliwości, wyczucia i świadomości granic. Miklasz – choć nie jest stąd – potrafił opisać Śląsk Cieszyński w sposób zaskakująco wyważony i uczciwy. W przedostatnim rozdziale uprzedza potencjalne zarzuty, co jest sprytnym zabiegiem, choć może nie do końca koniecznym. W końcu to jego osobisty przewodnik. Z drugiej strony – pisząc o realnych miejscach i wydarzeniach, zawsze wystawiamy się na ocenę.
Bardzo bliski był mi też fragment o zmaganiach autora z językiem czeskim. Znam to aż za dobrze – człowiek uczy się, stara, chce okazać szacunek, a w zamian słyszy uprzejme: „możemy przejść na polski”. Absurdalnie znajome doświadczenie.
Na koniec coś, co szczególnie mnie ucieszyło – Miklasz tylko pozornie mimochodem rzuca pytania, które dla mnie są czystym paliwem dla czechofilskiej wyobraźni. Czy cieszyńskie kanapki to efekt polsko-islandzkiego barteru? Czy francuska masoneria miała wpływ na podział granicy w 1920 roku? Nie znam odpowiedzi – i może właśnie dlatego czekam na więcej.
Bo jeśli „Řezany świat” jest przystawką, to ja z przyjemnością zamówię danie główne.
Książkę możecie zamówić bezpośrednio ze strony Autora: link
Autorka: Dorota Chmielewska
