Jarmark Bożonarodzeniowy w Brnie

Dziś mija tydzień, jak dojechałam do Brna, żeby zobaczyć, jak wygląda słynny Brneński Jarmark Bożonarodzeniowy. Trochę tęsknię, ale rozgrzeję się zaraz polską wersją drinka o pięknej nazwie Jablečná Víla (Jabłkowa Wróżka).

Opis wycieczki zacznę od powtórzenia, że Brno nie jest moim ukochanym czeskim miastem, ale teraz mam o nim dużo lepsze zdanie i na pewno polecam go odwiedzić nie tylko zimą.

Podróż i nocleg

Do Brna dojechałam z Warszawy Flixbusem. Autobus był nowy, zadbany, pasażerowie w porządku, 8 godzin minęło dość przyjemnie, więc mogę ten środek transportu do Brna polecić, jako ekonomiczną opcję (69 zł, a przewoźnik chwali się, że ceny zaczynają się już od 39 zł). Nocleg w Hostelu Mitte znajdował się 10 minut od dworca i w samym centrum miasta, tuż obok Zelnego trhu. O samym hostelu mam mieszane uczuciu. Nie było tanio, ale wzięłam pokój jednoosobowy, bo sale wielołóżkowe już mnie trochę męczą. Koszt dwóch nocy to 1260 CZK. Uważam, że trochę dużo za miejsce w malutkim pokoju bez łazienki i śniadania, chociaż nocowanie w centrum jest bardzo wygodne, więc musicie to już sami ocenić, czy to mało czy dużo. Na pewno da się taniej, gdybyście mieli wątpliwości.

Jarmark i Design Days

Jarmark w Brnie faktycznie robi wrażenie. Nie jest to na pewno kilka drewnianych budek, w których sprzedaje się podgrzany syrop malinowy z goździkiem i rozwodniony barszcz czerwony z odmrażanym uszkiem (tak, piję właśnie do polskich jarmarków, w których niestety czasem musiałam brać udział). W Brnie potrafią to robić- jarmark to święto całego miasta. Rozmieszczony w czterech miejscach, zaspokaja chyba większość potrzeb, jakie człowiek w grudniu może mieć.

Chcecie napić się czegoś rozgrzewającego? Koniecznie spróbujcie Turbomoštu (lokalnego napoju na bazie moszczu z jabłek w wersjach bezalkoholowych oraz w różnych wariacjach z alkoholami, poczynając od Jablkovicy, przez rum po absynt (ta wersja nazywana jest na jarmarku Turbošroub a w kawiarni Trojka piłam ją pod nazwą  Jablečná Víla). Oczywiście jest też wielki wybór grzanych win, miodów, likierów, grogu itp. Nie znalazłam tylko grzanego piwa… uff… aż tak postępowi nie są 😉

Jesteście głodni? Stoiska serwujące gorące zupy, mięsiwa, sery, ciastka itp., uginają się pod ciężarem towaru. Osobiście nic prócz serów nie jadłam, ponieważ wolę spokojnie usiąść z kuflem piwa i zjeść coś siedząc w cieple (polecam np. Pivnice Pegas Brno). Ostatnio jem mało mięsa, więc widok parującej zupy, wyglądającej jak lokalna wersja czerniny raczej odbierał mi apetyt, który powracał widząc małe dzieła sztuki w postaci słoi z nakládanymi hermelínami (na jarmarku oferują wiele opcji z różnymi serami i przyprawami).

Musicie kupić prezent sobie lub innym? Czeka na Was mydło i powidło (dosłownie- możecie zarówno kupić naturalnie robione kosmetyki, w tym mydła, jak i domowe przetwory). Jest też duży wybór rękodzieł z drewna, szkła i metalu.

Wszystko pięknie, ale jakie są ceny? Nie będę oszukiwała- wysokie. Jarmark na pewno jest miejscem, które ma niezwykły klimat, przyciąga wielu ludzi, ale ceny znacznie odbiegają od tego, co możecie kupić w okolicznych sklepach. Czasem nawet dwukrotnie. Dobrym przykładem jest chociażby cena serów- za trzy warkoczyki wędzonego sera na jarmarku zapłaciłam 35 CZK, a w sklepie obok kościoła Św. Jakuba takie same kupiłam za 18 CZK (smak tak samo wyśmienity).

 

Rozrywkę i wrażenia wizualne też macie zapewnione i to za darmo 🙂 Na każdej części jarmarku (poszczególnych rynkach) wieczorami są występy muzyków oraz przygotowana jest szopka. Każda jest inna, ale najbarwniejszą znajdziecie na Dominikánskim náměstí (zdjęcie główne tego artykułu).

Jedyna rzecz, na której się zawiodłam (nie, nie był to brak śniegu, którego nienawidzę swoją drogą), to tzw. Design Days. Aż głupio się przyznać, że trochę czasu spędziłam szukając budynku gdzie się znajduje ta wystawa czy stoiska. Dopiero wizyta w biurze turystycznym (pod wieżą ratuszową) rozwiała moje wątpliwości- to, co znajduje się na Náměstí svobody to są właśnie te Design Days. Niestety to było dosłownie kilka przeszklonych kontenerów z ceramiką i innymi rękodziełami, które na pewno nie reprezentują choćby małej części czeskiego wzornictwa, więc po co szumnie reklamować to jako „Design Days”? Szkoda, naprawdę szkoda, że nie było to nic więcej.

A gdy tłumy turystów Cię zmęczą

Wystarczy zboczyć z trasy tramwaju wiozącego ludzi od jednego jarmarku do drugiego (swoją drogą świetny pomysł, żeby tę część miasta wyłączyć z ruchu drogowego, puszczając tylko jeden tramwaj w świątecznych ozdobach). Brno, szczególnie wieczorem, oferuje wiele miejsc, gdzie można posiedzieć, napić się czegoś, poznać ludzi lub po prostu odpocząć rozkoszując się świąteczną atmosferą. Kocham absynt, więc opowieść o tym, że istnieje miejsce, gdzie oferują wiele jego rodzajów oraz dobre piwo z mniejszych browarów od razu mnie przekonała. Miejscem tym był bar Desert . To właśnie tam trafiłam na występ zespołu Ježíšovy tepláky. Polecono mi również lokale należące do wynalazców Turbomoštu: Bar, který neexistuje i Super Panda Circus, a sama znalazłam bardzo ciekawe miejsce- Pivní burza (piwna giełda). W Pivní burzie ceny aktualnie podawanych piw są zależne od ich popytu, więc w czasie jednego wieczoru mogą się diametralnie zmienić.

Dwa dni, dwie noce i… powrót

Wszystko dobre, kiedyś niestety się kończy. W niedzielę o 21:00 odjeżdżał mój Leo Express (tak, dałam im drugą szansę). Niestety czeski przewoźnik odjeżdża z oddalonego od centrum dworca ÚAN Zvonařka (ok. 20 minut piechotą). Nie wiedziałam czy jest tam jakaś poczekalnia, czy choćby hospoda, gdzie mogę poczekać na autobus. Pogoda nie była zła, ale czekanie na zewnątrz godzinę (o 20:00 zamykali pobliskie centrum handlowe) w tej, przyznam, nieciekawej okolicy jednak nie było dla mnie miłą perspektywą.

Nie było tak źle, jak się obawiałam (na podstawie zdjęć dworca i jego okolic). Perony autobusowe są zadaszone (jak na Dworcu Zachodnim w Warszawie), jest otwarta czysta poczekalnia, w której nie koczują bezdomni ani ich zapach, obok jest czysta toaleta (oczywiście płatna- 8 CZK za damską i 6 CZK za męską – chyba ktoś ma jakieś uprzedzenia płciowe) pilnowana przez ochroniarza z wielkim psem.

Tym razem podjechał sprawny autobus i byl spóźniony tylko 15 minut. Moje miejsca „VIP” były dostępne, więc 9 godzin później byłam w Warszawie, która była deszczowa i nieprzyjemna. Na szczęście w mojej megaciężkiej walizce przywiozłam zapasy z Brna: dwie butle Kofoli, dwa morawskie wina, czekolady, sery i tyčinky 🙂

Autor: Czechofil

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: